Reklama

Jan Kulczyk otoczony artystami

Jan Kulczyk był największym mecenasem wśród największych polskich przedsiębiorców.

Aktualizacja: 30.07.2015 06:54 Publikacja: 29.07.2015 17:54

– Mówimy o człowieku wybitnym, gruntownie wykształconym, wyposażonym przez Pana Boga w liczne talenty – powiedział „Rzeczpospolitej" Waldemar Dąbrowski, dyrektor naczelny Teatru Wielkiego-Opery Narodowej, prywatnie – przyjaciel biznesmena. – Umiał i chciał dzielić się swoim wielkim sukcesem, również w kulturze. Myślę, że podczas działalności biznesowej wsparł projekty artystyczne kwotą kilkuset milionów złotych, poczynając od fundowania stypendiów dla młodych utalentowanych ludzi, a kończąc na wspieraniu prestiżowych festiwali i instytucji kultury. Warto przypomnieć największą indywidualną dotację Jana Kulczyka dla Muzeum Historii Żydów Polskich Polin, które dziś tak pięknie mówi o Polsce. Przekazał na jego rzecz 20 mln zł polskich.

Jasna Góra

Przez dziesięć lat Jan Kulczyk angażował się we wspieranie programowe i finansowe Teatru Wielkiego-Opery Narodowej w Warszawie, w tym słynnego „Króla Rogera" Szymanowskiego w inscenizacji Mariusza Trelińskiego. Ufundował Kwadrygę, która dopełniła restauracji gmachu Teatru Wielkiego. Przekazał kilkanaście milionów złotych na odnowę skarbca na Jasnej Górze. Współfinansował Festiwal Gwiazd w Międzyzdrojach.

– To nie była prosta filantropia – mówi Waldemar Dąbrowski. – Jan Kulczyk wierzył w wartości, które łączą się ze sztuką. Podczas wykładów odwoływał się do platońskich idei dobra, prawdy i piękna.

Jana Kulczyka można było spotkać nie tylko na premierach i wernisażach, które wspierał. Osobiście oprowadzał swoich przyjaciół i gości z zagranicy po Teatrze Wielkim.

– Otaczał się wielkimi postaciami sztuki nie dlatego, że się snobował, tylko dlatego, że je podziwiał – mówi Waldemar Dąbrowski. – Często bywał na festiwalu w Salzburgu, tam jadaliśmy kolacje z Placido Domingo, który później zaśpiewał w Poznaniu utwory do tekstów Karola Wojtyły. Nawet kiedy był zajęty, wpadał do opery choćby na jeden akt przedstawienia. Wchodził i wychodził w ciemności bez żadnej celebry. W szczególności cenił Verdiego, bardzo bliska mu była opera „Rigoletto". Ale nie zamykał się na żadną konwencję i epokę. Bywał w teatrze Grzegorza Jarzyny i wspierał Malta Festival w Poznaniu.

Reklama
Reklama

Przyjaźnił się z Franciszkiem Starowieyskim, Igorem Mitorajem i Adamem Myjakiem.

– To były szczere relacje nasycone wzajemnym podziwem, chęcią bycia razem –mówi Waldemar Dąbrowski. – Bo Jan Kulczyk, będąc artystą biznesu, był jednocześnie niespełnionym architektem. Mówił, że chciał budować piękne domy, tymczasem budował katedry polskiej gospodarki. Przebudował browary Lech w Poznaniu, wyposażył warszawską siedzibę Warty rzeźbami Barbary Falender.

– Mamy wpojony przez słabe satyryczne publikacje obraz biznesmena, któremu kultura jest obca – uważa Krzysztof Materna. – Jan Kulczyk był biznesmenem, który zaprzeczał na każdym kroku temu stereotypowi. Był niezwykle wykształcony i wrażliwy na wszystko to, co mieści się w pojęciu humanizmu, w tym kulturę. Mógłbym wymienić wiele wartościowych przedsięwzięć, jakie wsparł milionami złotych. Pamiętajmy również o tym.

Jego zainteresowania i pasje ewoluowały. 20 lat temu interesował się polskim symbolizmem z Jackiem Malczewskim na czele, kupował obrazy i tworzył kolekcję. Ostatnio fascynowała go subtelna abstrakcja – przez świat nowej figuracji do minimalizmu w wydaniu Constantina Brancusiego, którego podziwiał.

Miał w swojej kolekcji dzieła największych, w tym Picassa. Bardzo dużo podróżował i w tych podróżach towarzyszyły mu lektury, zarówno publicystyka polityczna, jak i literatura piękna.

Bywalec kin

– Można było z nim rozmawiać o Dostojewskim i przemijającym czasie – wspomina Waldemar Dąbrowski. – Tak jak legendarna była jego pracowitość, tak pięknie umiał odpoczywać. Leciał do mediolańskiej La Scali czy londyńskiej Covent Garden na spektakl, który chciał zobaczyć.

Reklama
Reklama

Uwielbiał film. Miał w domu salę kinową i mógł w niej obejrzeć wszystko, ale często wolał atmosferę zwykłego kina.

– Robiliśmy wypady do warszawskiej Kinoteki czy Kino KC – opowiada Waldemar Dąbrowski. – Pamiętam, jak obejrzeliśmy „Wielkie piękno" na parę tygodni przez galą Oscara. Po wyjściu z seansu wiedzieliśmy, że film zdobędzie nagrodę. I zdobył. Wracaliśmy do kina na ten tytuł chyba ze cztery razy.

Kultura
Słowacki Trenczyn Europejską Stolicą Kultury 2026
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Kultura
Bożena Dykiel. Od nimfy na Hondzie do lokatorki z domu na Wspólnej
Kultura
Nie żyje Bożena Dykiel
Kultura
Sztuka i biznes. Artyści na jubileusz Totalizatora Sportowego
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama