Hazardowa komisja śledcza ma zakończyć prace do końca kwietnia. Dyskusje o kształcie sprawozdania jeszcze się w niej nie zaczęły. Beata Kempa i Zbigniew Wassermann z PiS są jednak przekonani, że będą zmuszeni do pisania własnego raportu.
– Będziemy się oczywiście starać wprowadzić do sprawozdania swoje wnioski, ale szanse na ich ujęcie są niewielkie – mówi „Rz” Wassermann.
– Przewodniczący Sekuła ciągle daje dowody, że zdanie opozycji się dla niego nie liczy. Nie mamy złudzeń i nie liczymy na to, że to się zmieni przy pisaniu sprawozdania – dodaje Kempa.
Ustawa o komisjach śledczych przewiduje, że to szef komisji opracowuje i przedstawia reszcie posłów projekt stanowiska końcowego. Dopiero do niego posłowie mogą zgłaszać poprawki. Posłowie PiS są przekonani, że wizja afery, jaką zaprezentuje Mirosław Sekuła z PO, będzie dla nich nie do zaakceptowania.
Mirosław Sekuła ostro krytykuje takie podejście do sprawy. – To tylko dowodzi, że posłowie PiS wcale nie są zainteresowani żadnym dochodzeniem do prawdy. Interesuje ich tylko forsowanie własnej opinii. Oni wydali wyrok, zanim jeszcze powstała komisja – mówi „Rz”. Zwraca jednak uwagę, że jeśli posłom PiS uda się przeforsować wniosek o odwołanie go z funkcji szefa komisji śledczej, to problem sam zniknie.
O tym, czy Sekuła pozostanie szefem komisji, posłowie mają zadecydować jutro.
Prócz tego komisja ma na ten tydzień zaplanowane przesłuchanie kolejnych siedmiu świadków. Będą wśród nich m.in.: Sławomir Nowak, były szef gabinetu politycznego premiera, wiceminister skarbu Adam Leszkiewicz, do którego Marcin Rosół, asystent byłego ministra sportu Mirosława Drzewieckiego, wysłał e-maila w sprawie stanowiska w zarządzie Totalizatora Sportowego dla córki Ryszarda Sobiesiaka, oraz były szef tej spółki Sławomir Sykucki.