– Przepracowałem siedem lat w biurze paszportów MSW, z tego większość w archiwum. Czuję się skrzywdzony, że wrzucili mnie do jednego worka z esbekami i zabrali emeryturę – mówił „Rz” Stanisław Sz. wczoraj po rozprawie w Sądzie Okręgowym w Warszawie. To pierwsza sprawa byłego funkcjonariusza dotycząca decyzji o obniżce emerytury, którą wprowadziła ustawa dezubekizacyjna (wcześniej była podobna skarga, ale wdowy po funkcjonariuszu).

– Dotąd pobierałem ok. 2 tysięcy złotych, a po obniżce mam o 600 zł mniej – opowiada. Obcięto mu świadczenie za czas pracy w MSW.

Przyszedł tam do pracy w 1982 r. i trafił do biura paszportów, które działało w strukturze resortu. Był referentem, a przez krótki czas kierownikiem tego biura. – Przynosiłem dokumenty z archiwum i sprawdzałem tożsamość osób, które np. za granicą zgubiły paszport i chciały sobie wyrobić nowy – twierdzi. – Na nikogo nie donosiłem, nikogo nie inwigilowałem – zapewnia. Po 1989 r. pracował w policji: w prewencji, potem zajmował się sprawami kryminalnymi.

Po wejściu w życie ustawy dezubekizacyjnej IPN potwierdził, że Sz. był funkcjonariuszem MSW. Emeryturę za siedem lat pracy w resorcie przeliczono mu według najniższego wskaźnika.

Wczoraj w sądzie Sz. przekonywał, że obcięto ją niesłusznie. Twierdził, że nie zna zaświadczenia z IPN o przebiegu pracy.

Czy może odzyskać wyższą emeryturę? Ustawa mówi, że tylko jeśli wykaże, iż działał na rzecz opozycji. Sąd dał Sz. 60 dni na dostarczenie dowodów.