Tygodnik "Do Rzeczy" dotarł do materiałów, "z których wynika, że Hanna Gronkiewicz-Waltz wiedziała o kulisach przejęć atrakcyjnych gruntów w mieście przez handlarzy roszczeń". "Materiały te wskazują, że Gronkiewicz-Waltz co najmniej w kilku najważniejszych warszawskich procesach reprywatyzacyjnych, w których kluczową rolę odgrywali aresztowani już handlarze roszczeń, m.in. Maciej M. i Andrzej M. - szczególnie tych dotyczących działek w pobliżu pl. Defilad - była w pełni informowana o podejmowanych przez urzędników działaniach" - czytamy.
Prezydent Warszawy wydała oświadczenie w tej sprawie. "Ponownie informuję, że na zespole koordynującym nie zapadały decyzje zwrotowe. Za wydawanie decyzji reprywatyzacyjnych i sprawdzenie stanu prawnego nieruchomości odpowiadał pracownik BGN pod nadzorem dyrektora biura, zgodnie z regulaminem Urzędu (parag. 14 pkt. 3 regulaminu Urzędu: "do zadań dyrektorów biur należy w szczególności nadzór nad przestrzeganiem przez podległych pracowników przepisów prawa oraz wewnętrznych regulacji i zasad przyjętych w urzędzie, w tym regulaminu)". Na zespołach były omawiane skutki społeczne lub finansowe decyzji zwrotowych. Świadczy to o tym, że nadzór systemowy nad skutkami budżetowymi i społecznymi reprywatyzacji od kilkudziesięciu lat nieuregulowanej ustawa był staranny, rzetelny i przejrzysty" - napisała Hanna Gronkiewicz-Waltz.
"Nawet dyscyplinarnie przeze mnie zwolniony Marcin Bajko podczas zeznań przed Komisją Weryfikacyjną mówił: "Prezydent Warszawy, w czasie rozmów o reprywatyzacji na pewno nie nakazywała wydawania decyzji zwrotowych (...) Pani prezydent nie wydawała takich poleceń, czy to w zakresie np. zobowiązania mnie do wydania jakiejś decyzji, czy jej zmiany'"- czytamy dalej.
"Wewnętrzne Notatki BGN ze spotkań negocjacyjnych nie były nigdy przedstawiane Prezydentowi miasta. Wszystkie dokumenty w sprawach reprywatyzacyjnych, łącznie z protokołami z zespołów, zostały już kilka miesięcy temu przekazane prokuraturze i CBA. Zespół koordynujący, który w Warszawie działa od 2005 roku jest odpowiednikiem kolegium w ministerstwie, któremu przewodniczy kierownik instytucji. Dziwi fakt, że ktokolwiek posiadający wiedzę w temacie negocjacji dot. nieruchomości warszawskich i określających je jako zaskakująco życzliwe dla nieuczciwie kupujących, nie zgłosił tego faktu prokuraturze" - napisała prezydent Warszawy.
"Jako autorytet w artykule jest używany Krzysztof Śledziewski, ten sam, który ponad rok temu został dyscyplinarnie przeze mnie zwolniony za nieuwzględnienie informacji o indemnizacji przy Chmielnej 70 i przygotowanie decyzji zwrotowej. Ten sam, który kilka miesięcy temu wg. doniesień prasowych znalazł pracę w powiatowym szpitalu w Mińsku Mazowieckim nadzorowanym przez PIS" - dodaje Hanna Gronkiewicz-Waltz.