Marek T. (dane zostały zmienione) jest ponad pięćdziesięcioletnim, szczupłym, o niepozornej posturze i siwych włosach mężczyzną. W ciemnej marynarce, ze skórzanym neseserem wygląda jak urzędnik państwowy lub drobny przedsiębiorca. Siedzimy w restauracji w jednym z warszawskich centrów handlowych. T. zdecydował się opowiedzieć „Rz” o szczegółach pewnego zlecenia.

– I co, wyglądam jak killer? – rzuca na powitanie i zaczyna sączyć piwo.

To właśnie on w lutym 2009 r. miał dostać od Bogusława Bagsika, byłego szefa Art-B, jednego z największych aferzystów III RP, zlecenie zabójstwa Dariusza G. (dane zmienione), dziennikarza TVN. Ów żurnalista naraził się Bagsikowi reportażem, w którym ujawnił jego rolę w aferze związanej z brytyjską firmą Digit Serve, która oszukała 130 osób na prawie 40 mln zł.

– Byłem akurat w jednej z warszawskich firm specjalizujących się w doradztwie kredytowym, z którą Boguś (Bagsik – red.) jest związany, i tam go spotkałem. Widziałem, że jest bardzo wściekły. Wziął mnie do drugiego pokoju i na komputerze puścił materiał TVN. Wkurzyło go, że w filmie oprócz niego pokazano też jego syna Bena – opowiada T.

Bagsik miał kilkakrotnie powtórzyć, że autora reportażu „trzeba odstrzelić”.

– Potem zaproponował mi 50 tys. euro za załatwienie sprawy. Chciał, żebym wziął to na siebie albo polecił osobę, która wykona zlecenie. Dodał, że jeśli tego nie zrobię, dziennikarza załatwią chłopaki z zagranicy – mówi T.

Dlaczego były szef Art-B złożył taką propozycję akurat jemu? – Ubzdurał sobie, że mam jakieś niewyobrażalne kontakty i jestem najemnikiem – odpowiada rozmówca „Rz”. – Wprawdzie rzeczywiście byłem na wojnie na Bałkanach, ale jeździłem tam z transportami humanitarnymi. I żadnym najemnikiem nie jestem – tłumaczy. Ale nie chce wyjaśnić, czym się zajmuje i co dokładnie robił w byłej Jugosławii. Pytany, czy uczestniczył w jakimś innym konflikcie zbrojnym, odpowiada: – Proszę o inne pytanie.

Niezbyt chętnie rozmawia o znajomości z Bagsikiem. Twierdzi tylko, że byłego szefa Art-B poznał w styczniu 2009 r. przez wspólnego znajomego.

[wyimek]W środę Marek T. opowiedział śledczym o tym, jak zlecono mu zabójstwo[/wyimek]

Po otrzymaniu zlecenia na dziennikarza Marek T. szukał z nim kontaktu. Chciał go ostrzec. Udało mu się do niego dotrzeć za pośrednictwem jednej z poszkodowanych w aferze Digit Serve. – Powiedziałem, że dostałem na niego zlecenie i zasugerowałem, by o sprawie powiadomił prokuraturę. Obiecałem, że sam też złożę zeznania w tej sprawie i wszystko potwierdzę – opowiada T.

Dlaczego ostrzegł dziennikarza? – Od początku byłem mocno zaskoczony tym zleceniem. Nie dałem jednak tego po sobie poznać. Wiedziałem, że Bagsik jest zdeterminowany, i kiedy się zorientuje, że nie chcę się zająć sprawą, zabójstwo zleci komuś innemu. Proszę uwierzyć, że naprawdę się bałem, iż ten dziennikarz może zginąć – wyjaśnia.

Jak przypuszcza, Bagsik dowiedział się o jego rozmowie z Dariuszem G., bo otrzymał telefon z pogróżkami. Dzwoniła znajoma biznesmena, szefowa firmy, w której pomieszczeniach były szef Art-B złożył mu propozycję. – Straszyła mnie, że i ja, i moja rodzina będziemy mieć problemy – mówi T.

O pogróżkach i okolicznościach zlecenia otrzymanego od byłego szefa Art-B T. w środę opowiedział w Prokuraturze Rejonowej w Piasecznie. – Mam nadzieję, że śledczy zarówno w mojej sprawie, jak i dziennikarza TVN nie ulegną żadnym naciskom – podkreśla.

Kilka dni temu „Rz” ujawniła, że śledztwo w sprawie gróźb karalnych wobec dziennikarza TVN rzeczywiście jest w Piasecznie prowadzone.

– Przesłuchano świadka – przyznaje „Rz” Mateusz Martyniuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie. – Ze względu na dobro śledztwa nie ujawniamy jednak jego danych ani treści zeznań.

O sprawie próbowaliśmy porozmawiać z Bagsikiem, ale podobnie jak Dariusz G. odmawia komentarza. Wody w usta nabrały również władze TVN. – Ze względu na dobro śledztwa i bezpieczeństwo dziennikarza nie udzielamy komentarzy – uciął rozmowę z „Rz” Karol Smoląg, rzecznik stacji.

Krystyna Mokrosińska, szefowa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, przyznaje, że w takiej sytuacji najważniejsze jest zadbanie o bezpieczeństwo dziennikarza. Podziela stanowisko TVN. – W tym momencie dałabym szansę prokuraturze na wyjaśnienie sprawy – mówi „Rz”.