„Rzeczpospolita” swą czołówkę poświęca utajnieniu najważniejszych kontroli w państwowych urzędach („Kluczowe kontrole tajne”). To sprawa bez precedensu i to trwająca już od dziewięciu miesięcy, bo od tak dawna kancelaria premiera nie publikuje wyników kluczowych kontroli w urzędach. Zasłania się ochroną danych osobowych. Eksperci to obśmiewają, a na poważnie obawiają się, że to tylko pretekst, aby nie ujawniać niewygodnych informacji w gorącym okresie przedwyborczym. Przypadek?
W „Rzeczpospolitej” jest też o tym jak to nagrani i mocno już skompromitowani politycy Platformy Obywatelskiej wciąż walczą o jak najlepsze miejsca na listach wyborczych („Skandaliści na drugim planie”). Jak można przeczytać nawet sama premier nie była w stanie usunąć z list wszystkich kontrowersyjnych osób. Cóż tam nagrania, cóż tam kompromitacja. Budujące jest to, że ci oddani służbie państwowej i społeczeństwu politycy nadal chcą służyć krajowi. Naprawdę konsekwencja godna nagrody, pochwały i co najmniej drugiego miejsca na liście wyborczej. Sprawą zajął się też „Fakt”, który wprost pisze, że „Skompromitowani politycy wejdą do Sejmu”.
Do tego w „Rzeczpospolitej” warto jeszcze rzucić okiem na tekst „Bezkarne premie w Elewarrze”, z którego wynika, że śledczy nie chcą ścigać winnych wyrządzenia szkody spółce Elewarr na 1,4 mln zł. Tylko po przeczytaniu tych trzech artykułów wyłania się naprawdę „budujący” obraz rządu i wszechobecnego ładu, który nas otacza. Raporty? Nie publikować. Szkoda? Nie ścigać. Skompromitowani? Na listy wyborcze.
Na szczęście i u naszych sąsiadów (tych ze Wschodu) też jest nie lepiej („Baćka jeszcze porządzi”). Na Białorusi też wybory, tyle że prezydenckie i po raz piąty wystartuje w nich (i od razu dodajmy, że wygra) Aleksander Łukaszenko. Można by rzec z niemiecka: „Porządek musi być” i jest, a jak kandydaci opozycji warcholą to trafiają do więzienia i porządek nadal jest. Może by i u nas zaprowadzić takie porządki? Wszak Aleksander Łukaszenko wygrywa wybory prezydenckie w pierwszej turze z ponad 80-procentowym poparciem. Wynik nie do pogardzenia.
„Gazeta Wyborcza” wyśmiewa ze swego frontu („Polska w ruinie”) bardzo niefortunne sformułowanie Beaty Szydło, kandydatki PiS na premiera. Artykuł podpiera sześcioma zdjęciami „zrujnowanych” miast. Jak piszą autorki tekstu szukanie owych ruin doprowadziło internautów do rodzinnej miejscowości posłanki Szydło czyli Brzeszcza. I choć była ona tam burmistrzem w latach 1998-2005 to miejscowość ma się słabiutko. To o te ruiny chodziło?