Zełenski powiedział, że w Mariupolu, którego wciąż nie zdołali zdobyć Rosjanie, mogły zginąć dziesiątki tysięcy ludzi.

Nie wiadomo, ile zaginęło, ile wbrew ich woli wywieźli Rosjanie, zmieniając im dokumenty. - Nie wiadomo, ilu z tych ludzi zginęło, co się z nimi stało - mówił prezydent.

Zełenski powiedział, że podczas swojej wizyty w Buczy, gdzie po wyzwoleniu na ulicach i w masowych grobach znaleziono setki ofiar cywilnych, doświadczył całego spektrum ludzkich uczuć. Ale pod koniec tego dnia pozostała z nich już tylko nienawiść do rosyjskich żołnierzy, wśród których wszyscy, "od góry do dołu są zbrodniarzami wojennymi".

Zełenskij jest przekonany, że po zbrodniach rosyjskich okupantów popełnionych w Mariupolu i miasteczkach regionu kijowskiego rozmowy pokojowe z Rosją są coraz mniej prawdopodobne. - Moskwa chyba już nie będzie miała wielu okazji do rozmów z nami - stwierdził.

Prezydent Ukrainy ponownie zaapelował do Zachodu o dostarczanie broni.

- Wielka Brytania, niektóre państwa Europy, Stany Zjednoczone, starają się pomóc i poganiają. Ale my potrzebujemy broni - więcej i szybciej. Kluczowe jest tu słowo: teraz - mówił Zełenski.