Ambasada Rosji w USA zarzuca Departamentowi Stanu "formułowanie prowokacyjnych oświadczeń" na temat tego, że Rosja mogła użyć broni chemicznej w związku z "domniemanymi niepowodzeniami specjalnej operacji wojskowej (władze Rosji określają w ten sposób wojnę na Ukrainie - red.)" Rosji na Ukrainie.

Czytaj więcej

Gen. Kraszewski: Bitwa o Donbas będzie najważniejsza. Nie rozpocznie się jutro

Jak czytamy w oświadczeniu oskarżenia pod adresem Rosji "nie opierają się na żadnych dowodach".

Ambasada zapewnia, że Rosja "z powodzeniem realizuje swoje zadania na terytorium Ukrainy".

"Jednocześnie (rosyjscy żołnierze) nie mają i nie mogą mieć żadnych środków chemicznych w swojej dyspozycji, ponieważ nasz kraj pozbył się zapasów broni chemicznej w 2017 roku" - podkreśla ambasada USA w Moskwie.

Rzecznik Departamentu Stanu, Ned Price, mówił we wtorek, że USA są zaniepokojone, iż Rosja może zmierzać do użycia broni chemicznej na Ukrainie.

W poniedziałek pojawiły się doniesienia z Mariupola, oblężonego przez Rosjan od 2 marca, z których wynikało, że Rosjanie mogli rozpylić jakiś środek chemiczny z drona. Użycie tego środka miało doprowadzić do podrażnienia dróg oddechowych u trzech żołnierzy i pewnej grupy cywilów. Doniesienia te nie zostały jak dotąd potwierdzone ani zweryfikowane.