W środę, dzień po tym, jak Rosjanie zadeklarowali w Stambule, że w ramach deeskalacji ograniczą aktywność wojskową w rejonie Kijowa i Czernihowa, oba miasta były ostrzeliwane przez rosyjskie wojsko. Zachód od początku podchodził sceptycznie do zapowiedzi Rosji uznając, że rzekome "ograniczenie działań wojskowych" ma umożliwić przegrupowanie wojsk, które na północy Ukrainy ponoszą ciężkie straty.

Rzecznik Pentagonu, John Kirby potwierdził, że niektóre rosyjskie jednostki z północy Ukrainy wkroczyły już na terytorium Białorusi, ale dodał, że nie wracają do swoich macierzystych jednostek.

Czytaj więcej

Ambasador Ukrainy: Negocjujemy z Polską zamknięcie granicy polsko-białoruskiej

- Opuszczają (rejon) Kijowa i zmierzają na północ, oddalają się od miasta - powiedział Kirby na konferencji prasowej.

Kirby dodał, że Rosjanie wycofują też część wojsk zgromadzonych wokół Czernihowa i tych, które walczą w pobliżu miasta Sumy.

1000

Tylu najemników z Grupy Wagnera miało pojawić się w Donbasie

Jednocześnie rzecznik Pentagonu stwierdził, że Kijów nadal będzie atakowany z powietrza i z ziemi.

Wypowiadający się anonimowo przedstawiciel administracji USA poinformował, że część rosyjskich jednostek opuszcza też tereny w pobliżu elektrowni jądrowej w Czarnobylu.

Kirby na konferencji prasowej mówił też, że rosyjska prywatna firma wojskowa, Grupa Wagnera, rozmieściła ok. 1 000 najemników w Donbasie, który to region jest obecnie - według deklaracji władz w Moskwie - priorytetem dla Rosjan.