Pjongjang zagroził wystrzeleniem czterech rakiet, które miałyby spaść u wybrzeży amerykańskiej wyspy Guam w związku z rosnącym napięciem między USA a Koreą Północną. Wcześniej Donald Trump ostrzegał Koreę Płn. przed "gniewem i ogniem", jakiego świat jeszcze nie widział.
Reporterzy CNN postanowili sprawdzić nastroje na wyspie, na której znajduje się amerykańska baza wojskowa i ok. 160 tys. mieszkańców w związku z tymi groźbami.
Jak podaje stacja większość mieszkańców wyspy stara się zachować spokój. Stacjonujący tu żołnierze przygotowują się jednak na najgorszy możliwy scenariusz (baza wojskowa USA zajmuje niemal jedną trzecią powierzchni wyspy).
Jodiann Santos, która na co dzień pracuje w lokalnym muzeum mówi, że władze powtarzają im, aby zachować spokój ponieważ wyspa jest dobrze broniona. - Ale w rzeczywistości dziś tu jesteśmy, a jutro może nas nie być - dodaje.
Gubernator wyspy Eddie Calvo uspokaja mieszkańców zwracając uwagę, że wyspy broni m.in. system obrony powietrznej THAAD.
- Rozumiemy zagrożenie, ale nie chcemy wywoływać paniki i nie chcemy wyciągać wniosków w oparciu o retorykę (Korei Północnej - red.) - dodał Calvo.
Jednak Martinez w dłuższej rozmowie przyznaje, że "ma Koreę Północną w tyle głowy". I jest przekonany, że nie jest w tym osamotniony.
- Czasem myślę, że ludzie się boją, ale nie chcą tego okazać - mówi.
CNN pisze jednak, że nie widać, by ktoś chciał wyjeżdżać z wyspy.
Santos przypomina, że wyspa była już okupowana przez Japonię w czasie II wojny światowej. - Skoro poprzednie pokolenia sobie poradziły, możemy i my - mówi.