Na Ursynowie wrze po aferze ze Szpitalem Południowym. Wrze nie tylko w żelaznym
elektoracie Koalicji Obywatelskiej, ale i w szerszych kręgach
mieszkańców. A to wyjątkowa dzielnica: drugi po Wilanowie matecznik liberałów.
Trzaskowski był tu do niedawna bezdyskusyjnym autorytetem. Tu mieszka (Kabaty),
tu jest widywany na rowerze, z rodziną. I nagle – co tylko potwierdza sens przysłowia – okazuje się, że najciemniej
jest pod latarnią.
Skandal z młodym „wyjątkowo zaradnym” lekarzem-politykiem wybucha
tuż pod okiem Trzaskowskiego. Na jego macierzystym Ursynowie. A jest to skandal o sile
rażenia bomby jądrowej. Nie przeczę, że to efekt histerii w sferze
mediów, powtarzanych w kółko nierzetelnych informacji (naginania ich również), fake newsów, czy instrumentalnego traktowania tematu przez przeciwników politycznych.
Ale tak – do pioruna – jest! Takie są media. Takie historie rezonują. I takie są zasady
demokracji. Opozycja robi wszystko, by uderzyć w politycznych antagonistów.