W aferze ze Szpitalem Południowym nie powinny nam umykać problemy o charakterze systemowym. Bo oczywiście musimy domagać się rozliczenia politycznego czy samorządowego nadzoru nad placówką, reagowania na sygnały o nieprawidłowościach, a także wyjaśnienia sprawy tego czy innego lekarza. Ale to nie wyczerpuje problemu. 

Dlaczego w aferze Szpitala Południowego warto oddzielić to, co jednostkowe od problemów systemowych

Osobną sprawą jest bowiem głośna sprawa lekarzy, takie czy inne nieprawidłowości, wpisywanie kosmicznej liczby rzekomo przepracowanych godzin czy też nadzwyczajne traktowanie politycznych VIP-ów. A osobną kwestie systemowe.

Pierwszą z tych kwestii jest gigantyczna nierówność płac lekarzy. Są specjalności, które pozwalają lekarzom zarabiać 100 tys. miesięcznie, a są takie, które dają im około 10 tys. Skąd się te nierówności biorą? Bo – i to po drugie – stworzyliśmy system, w którym państwo płaci za procedurę, a nie efekt leczenia. Przez to są procedury, które są dla szpitala kosztowne i nieopłacalne, ale są też takie, które przynoszą olbrzymie przychody. Placówki, by zbilansować budżet, zmuszone są rachunkiem ekonomicznym do maksymalizowania wysoko wycenianych procedur. Są więc gotowe zapłacić lekarzom najwyższe stawki, byleby wykonywali u nich te procedury.

Czytaj więcej

Nawet 350 tys. za miesiąc pracy na pojedynczej fakturze lekarza. „Rz” ujawnia dane o najwyższych kontraktach w publicznej ochronie zdrowia

Po trzecie wreszcie państwowa służba zdrowia musi konkurować z prywatną, a także z ofertami pracy w innych krajach europejskich. Jeśli lekarz nie dostanie w Polsce dobrych pieniędzy, wyjedzie do Szwecji, Niemiec czy do Irlandii. Dlatego przed laty wprowadzono plany podwyżek dla lekarzy, które dziś owocują naprawdę europejskimi stawkami. Również prywatna służba zdrowia maksymalizuje najbardziej zyskowne procedury, więc szpitale publiczne muszą konkurować z prywatnymi oferowaniem coraz wyższych zarobków medyków z najbardziej pożądanych specjalności.

Prywatyzacja zysków, przerzucanie na państwo kosztów. Tak działa system opieki zdrowotnej w Polsce

Co skądinąd prowadzi do dalszych patologii, bo prywatne szpitale wykonują procedury najbardziej zyskowne, a pacjenci z chorobami przewlekłymi, z kosztownymi w leczeniu powikłaniami trafiają do szpitali publicznych. W ten sposób prywatyzujemy zyski, a uspołeczniamy koszty.

I to z tego powodu nasz system opieki zdrowotnej jest i pozostanie niewydolny. Pieniądze będą z niego wyciekały. I co roku dziura w NFZ będzie rosła, podnosząc się o kolejne dziesiątki miliardów. Winę za to ponosi nie ten czy inny dobrze zarabiający lekarz, ale absurdalny system, który w ciągu ostatnich 35 lat zbudowaliśmy. Bez jego gruntownej zmiany leczyć będziemy wyłącznie objawy, a nie źródło choroby. Ale do tej zmiany potrzeba by gigantycznej odwagi politycznej, bo naruszyłaby potężne interesy.