W przypadku Karola Nawrockiego zadecydowała polityka wewnętrzna. Spełnił życzenie prawicy. Zarówno tej po stronie Kaczyńskiego oraz Czarnka, jak i Konfederatów. Jednych i drugich, choć brawa najgłośniej bić powinien Grzegorz Braun i jego poplecznicy; wszak to orientacja kremlowska.
Dla Nawrockiego polityka zagraniczna się nie liczy. Nie ma dobrych notowań, ani interesu politycznego w Europie Zachodniej, która stoi i stać będzie murem za Zełenskim. Od kiedy historia pogoniła zaprzyjaźnionego z polskim prezydentem Viktora Orbána, Nawrocki liczy się tylko z Waszyngtonem. A poglądy o Unii ma takie jak J.D. Vance i jego patron. Unia to lewactwo, nie należy się nią przejmować; kompletnie więc nie liczą się dla niego zapewne negatywne reakcje Paryża, Berlina czy Londynu na podgrzewanie politycznej konfrontacji między Warszawą i Kijowem. Wszak „po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy”.
Czytaj więcej
Prezydent Karol Nawrocki uzasadniał swoją decyzję pamięcią o ofiarach zbrodni UPA. Jednak odebranie Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu ni...
Czyżbyśmy zapomnieli, że w tym haśle nie ma przestrzeni na Unię, Zachód, czy resztę świata? Spełnił więc oczekiwania swojego elektoratu. Ale też z poczuciem, że ma za sobą większość Polaków. Sondaże są w tej kwestii bezwzględne. Za odebraniem orderu opowiada się wyraźnie ponad 50 proc. ankietowanych. Przeciwko jest znacznie mniej, tylko 35 proc. A skoro tak, to czemu nie zarobić łatwych punktów – kalkulowano pewnie w pałacu. Racja stanu? Pojęcie zbyt trudne, by wstawiać je do sondaży.
Order, który może zburzyć relacje Polski i Ukrainy
Wydaje się jednak, że Karol Nawrocki ma jeszcze jeden cel. Postawić przed szatańską alternatywą Donalda Tuska. Używając metafory bokserskiej: wymierzył nokautujący cios leżącemu już – wskutek afery „lekarskiej” przeciwnikowi. KO i sam premier ledwo dychają po ekscesach doktora Kasprzyka. Niech teraz sprzeciwi się prezydentowi i jego narodowi odmawiając kontrasygnaty – kalkulują u prezydenta – tylko dowiedzie, że ma Polaków gdzieś. Przecież „po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy”.
Tusk będzie się bał opowiedzieć w tej sprawie za Zełenskim i przeciw pamięci ofiar Wołynia. Musi pójść za Nawrockim i dowieść swej słabości! Czyż nie? Innej ścieżki nie ma. Skutki? Bez wątpienia eskalacja napięcia w relacjach z Kijowem. Wypada założyć, że decyzja Nawrockiego na zawsze wygasza jego osobiste relacje z prezydentem Ukrainy. Trudno sobie wyobrazić, że po takim despekcie ponowie podadzą sobie jeszcze kiedyś dłonie.
Nawrocki i Zełenski. Obaj dokładają cegłę do kryzysu polsko-ukraińskiego
Decyzja prezydenta to również koniec polskich planów przekształcenia E3 w E4. Paryż, Londyn i Berlin swojej pozycji wobec Kijowa nie zmienią. Warszawa dokonała autowykluczenia z potencjalnej proukraińskiej europejskiej „czwórki”. Nie wiem, czy w związku z decyzją Nawrockiego Zełenski nie zrezygnuje z przyjazdu do Gdańska na planową już w przyszłym tygodniu międzynarodową konferencję w sprawie przyszłości Ukrainy. Będzie to oczywiście wyraźna retorsja wobec Warszawy i totalna klapa całego pomysłu, nawet jeśli w Gdańsku pojawi się połowa ukraińskiego rządu.
Czytaj więcej
„Nic nie służy interesom Kremla bardziej, niż konflikt między Polakami a Ukraińcami” - powiedział w wieczornym wystąpieniu prezydent Karol Nawrocki...
Jeszcze gorszy może być jego gest wyprzedzający; czyli odesłanie Orderu Orła Białego do Warszawy przed spodziewaną (albo nie) kontrasygnatą Donalda Tuska. Znając megalomanię Zełenskiego, osobiście bym się tego spodziewał.
I jeszcze jedno; Zełenski zrobi wszystko, by wymierzony w siebie cios przedstawić jako cios w udręczony naród ukraiński, dowód polskiej małostkowości, czy wręcz zdrady. Zaś elity ukraińskie będą się ścigać w wyrażaniu solidarności ze swoim „prześladowanym” prezydentem. Trudno by to polepszyło perspektywy udziału Polski w procesie odbudowy kraju nad Dnieprem, gdy nastanie już pokój. I kwestia ostatnia: eskalacja emocji uderzy w Ukraińców w Polsce – staną się mniejszością coraz bardziej niechcianą.
Zełenski dwukrotnie zlekceważył Polskę. I to jego błąd
Nie chciałbym, by ten wywód był uznany za jednostronnie bijący w polskiego prezydenta. Nie zgadzam się z jego decyzją, to prawda. Ale wina jest też po stronie Wołodymyra Zełenskiego. Dwukrotnie zlekceważył Polskę i Polaków. Pierwszy raz kiedy nadawał jednostce wojskowej imię „Bohaterów UPA”. Świetnie wiedział, jak to zostanie przyjęte nad Wisłą, ale uznał to za sprawę drugorzędną. Po raz drugi, gdy otrzymał ewidentne i liczne sugestie, że Polska czeka na jakiś przyjazny, tłumaczący sytuację gest. Choćby taki, jaki wykonał wobec Ukraińców Władysław Kosiniak-Kamysz, nagrywając skierowane do nich telewizyjne przesłanie.
Zełenskiego na taki gest nie było stać. To jego błąd i małość. Dowód przesadnej wiary w siebie i swoją międzynarodową pozycję (liczę się wielkimi, a nie zależnymi od wielkich Polaczkami). Oczekiwaliśmy niewiele, ale jego nie było stać nawet na to. Jest więc współwinny, współodpowiedzialny za to, czego się spodziewamy – perspektywy załamania relacji Kijowa z Warszawą. A jeśli uważa, że to sprawa nieważna, to popełnia fatalny błąd. Także w polityce wewnętrznej, bo wojna kiedyś się skończy i on też zostanie osądzony. Również za swoje decyzje, wskutek których stracił serca Polaków i rzucił między oba narody sporego ciężaru kamień. Zupełnie niepotrzebnie.
Czytaj więcej
Przedstawiamy przegląd najważniejszych wydarzeń minionej nocy: Donald Trump groził po raz kolejny Iranowi; ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Bodnar...
Co dalej? Ludzie dobrej woli będą próbowali układać relacje z braćmi z Ukrainy jak najlepiej. Nie można zejść ze ścieżki, która jest prosta i oczywista. Ale będzie ciężej, bo w polityce oklepane i głupiutkie powiedzonko „co nas nie zabije, to nas wzmocni” kompletnie się nie sprawdza.