W
przypadku Karola Nawrockiego zadecydowała polityka wewnętrzna. Spełnił życzenie
prawicy. Zarówno tej po stronie Kaczyńskiego oraz Czarnka, jak i Konfederatów. Jednych
i drugich, choć brawa najgłośniej bić powinien Grzegorz Braun i jego poplecznicy; wszak to
orientacja kremlowska.
Dla Nawrockiego polityka zagraniczna się nie liczy. Nie
ma dobrych notowań, ani interesu politycznego w Europie Zachodniej, która stoi i
stać będzie murem za Zełenskim. Od kiedy historia pogoniła zaprzyjaźnionego z
polskim prezydentem Viktora Orbána, Nawrocki liczy się tylko z Waszyngtonem. A poglądy
o Unii ma takie jak J.D. Vance i jego patron. Unia to lewactwo, nie należy się
nią przejmować; kompletnie więc nie liczą się dla niego zapewne negatywne
reakcje Paryża, Berlina czy Londynu na podgrzewanie politycznej konfrontacji między
Warszawą i Kijowem. Wszak „po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy”.