Polską politykę właśnie opanowała antyukraińska histeria. Fatalna decyzja prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, by uhonorować jedną z jednostek specjalnych, która walczy z rosyjskimi okupantami, mianem „Bohaterów UPA”, doprowadziła w Polsce do sytuacji, w której niedługo ktoś zaproponuje, by Ukraińcy nosili na ramieniu opaski z Tryzubem. Przesadzam? Chyba nie, skoro wpływowy prawicowy poseł domaga się wyrzucenia z całej administracji publicznej zatrudnionych w niej Ukraińców. To pokazuje, że nasza debata ma skłonności do natychmiastowego podpalania się, do popadania w skrajności, do sprowadzania wszystkiego do absurdu.

Czy Ukraińcy mają prawo do swoich bohaterów? Co mówił prezes IPN Nawrocki, a co uważa prezydent Nawrocki

Oczywiście, praprzyczyną jest tu decyzja prezydenta Zełenskiego. Ale po niej mieliśmy w Polsce manifestowanie oburzenia, a jak pisałem niegdyś w „Plusie Minuse”, „oburzing” staje się naszym sportem narodowym. Zresztą oburzenie to najtwardsza waluta w czasach, gdy debatę dominują platformy mediów społecznościowych. Nie oburzasz się wystarczająco mocno na Zełenskiego? To znaczy, że jesteś zdrajcą. Nie chcesz odebrania mu Orderu Orła Białego? To znak, że plujesz na pamięć polskich ofiar UPA.

Widząc, jak niechętne są Ukraińcom nastroje społeczne, prezydent Karol Nawrocki zwrócił się do kapituły Orderu Orła Białego o opinię w sprawie odebrania Zełenskiemu tego wyróżnienia. Miała to być kara, która jednak może prowadzić do eskalacji międzynarodowego sporu między Polską a Ukrainą. Bo odebranie Orła Białego Zełenskiemu – jak pisałem w zeszłym tygodniu – ani odrobinę nie przybliży nas do rozwiązania sporu o Wołyń. Sporu, który bardzo mądrze trzy lata temu, dokładnie w 80. rocznicę krwawej niedzieli, komentował ówczesny prezes IPN… Karol Nawrocki. Nie, to nie jest przypadkowa zbieżność nazwisk. Mówił wówczas, że Polska nie ma prawa wybierać Ukraińcom bohaterów, a obowiązkiem Polski jest zapewnić godny pochówek i upamiętnienie pomordowanym w rzezi rodakom.

„To, jakie mają ulice i bohaterów w swoich podręcznikach Ukraińcy, pozostaje ich własną sprawą. My możemy się oburzać, możemy się nie zgadzać, ale nie możemy na to wpływać” – bardzo przytomnie mówił wtedy Nawrocki. Ale dziś jest nie prezesem IPN, ale politykiem, i uważa, że powinien płynąć ze społecznymi emocjami.

Polowanie na Ukraińców w rządzie i administracji publicznej. Do czego doprowadzi nas polityczna nienawiść

Jesteście pasożytami i zdrajcami narodu polskiego – krzyczał we wtorek z mównicy sejmowej kandydat PiS na premiera, a były minister edukacji i nauki prof. Przemysław Czarnek. Zażądał informacji, dlaczego w rządzie są Ukraińcy obrażający Polaków.

Dzień wcześniej dymisji wiceministra nauki prof. Andrzeja Szeptyckiego zażądał inny wiceprezes PiS, Patryk Jaki. A Janusz Kowalski, który startował z list PiS do Sejmu w 2023 r., zażądał nie tylko informacji o obecności Ukraińców w rządzie, ale też całej polskiej administracji. I grzmiał, że nie ma zgody na zatrudnianie Ukraińców w rządzie i w państwie.

Skąd taka kariera ministra Szeptyckiego? Bo podczas piątkowego wywiadu w TOK FM został zapytany, dlaczego UPA jest dla Ukraińców istotna. Odpowiedział: – To była formacja, która (...) walczyła o niepodległość Ukrainy, walczyła w ramach tego ukraińskiego imaginarium przede wszystkim z Sowietami i to była taka walka beznadziejna. To byli tacy trochę, ze wszystkimi pozytywnymi i negatywnymi konotacjami tego słowa, trochę tacy ukraińscy żołnierze niezłomni.

Nie, on nie gloryfikował UPA, skrytykował „nieprzemyślaną” decyzję prezydenta Zełenskiego, mówił o zbrodni wołyńskiej, ale zapytany został o powody, dla których Ukraińcy czczą UPA. I dał odpowiedź na to pytanie. Co ciekawe, wcale nie poszedł dalej niż Nawrocki, który dawał, jeszcze jako prezes IPN, Ukraińcom prawo do czczenia bohaterów UPA.

Ale dziś dla polskiej prawicy zestawienie roli, jaką UPA pełni w ukraińskim imaginarium, z tym, jak polska prawica czci „niezłomnych”, uznano za zdradę. A Szeptyckiego – za Ukraińca, który powinien wylecieć z rządu. Szczuli na niego zwykli internauci, ale też ważni politycy, twierdząc, że jest nielojalny wobec państwa polskiego. I tak potomek wybitnego rodu Szeptyckich, który wydał bohaterów Polski, ale też bohaterów Ukrainy, został uznany za zdrajcę z powodu wypowiedzi, która w ustach historyka byłaby uzasadniona, ale w ustach polityka stała się niewybaczalnym błędem.

Czytaj więcej

Jerzy Haszczyński: „Bohaterowie UPA”. Wołodymyr Zełenski pozbawia Polskę złudzeń

Kto zatrzyma nakręcającą się falę politycznej nienawiści wobec Ukraińców?

Ale tu nie idzie o błąd ani o precyzję historyczną. Do zwykłej ksenofobii, do zwykłego lęku przed napływem obcych, dodajemy politycznie motywowaną nienawiść. Politycy prawicy ścigają się w antyukraińskości. Wiedząc, że nastroje Polaków po czterech latach wojny się psują, że rośnie niechęć wobec Ukraińców, uznają, że trzeba te nastroje podkręcić. Jedni szczują na Szeptyckiego. Były premier Leszek Miller szczuje na ministra Pawła Kowala.

A gdy ja napisałem o ryzyku fiaska gdańskiej konferencji odbudowy Ukrainy w przypadku dalszej eskalacji sporu, główny mózg (wiem, że z tym mózgiem to kiepski żart) prawicowych farm trolli, poseł PiS Dariusz Matecki zawyrokował: „Największą plagą naszej ojczyzny są tacy ludzie jak liberalni dziennikarze, celebryci, aktorzy, politycy – tacy od wieków pewnie Szweda, Niemca, Sowieta ciastem na progu witali, byleby być przeciw Polsce”. Teraz trwać będzie więc polowanie na Ukraińców, prawdziwych i wydumanych, a po nich na „dziennikarzy, celebrytów, aktorów, polityków”, którzy są zdrajcami.

Każdy, kto uczestniczy w tym szaleństwie, w tym nakręcaniu nienawiści, choćby jednym klikiem, lajkiem, nienawistnym komentarzem, zmienia Polskę w piekło. Bo nienawiść raz zasiana nie znika, ona się rozsiewa i któregoś dnia wyda straszny owoc.

Ale wtedy będzie już za późno.