Wcześniej Polska robiła wszystko, żeby nie przegrać, bo w fazie grupowej liczyły się punkty, a nie styl. Teraz o awansie decydował jeden mecz, więc trzeba było dążyć do zwycięstwa i o kalkulacjach nie mogło być mowy. Wreszcie zobaczyliśmy Polaków grających tak, jak lubią – do przodu, a nie kurczowo trzymających się własnej połowy.

Dużo biegali, skutecznie przeszkadzali rywalom, więc nawet mistrzowie w takiej sytuacji mieli spore problemy z organizowaniem swoich akcji i z zatrzymaniem naszych. Efektem takiej gry była liczba strzałów. W meczu z mistrzem świata oddaliśmy ich więcej niż w trzech dotychczasowych spotkaniach. To świadczy o tym, że zawodnicy mają możliwości, tylko muszą mieć trenera, który potrafi je wykorzystać poprzez wybór właściwego składu i taktyki. Czesław Michniewicz takim trenerem nie jest.

Czytaj więcej

Mundial w Katarze. Polacy przegrali z Francuzami. Niedosyt zamiast wstydu

To, że Polacy grali z Francją ładnie i ofiarnie, nie powinno nam przesłaniać czego innego i nie skłaniać do euforii. Owszem, gra mogła się podobać, ale to Francuzi strzelali bramki. Ta nasza, w ostatniej minucie z karnego, była tylko na otarcie łez.

Padła po akcji Kamila Grosickiego, którego do tej pory trener nie widział w drużynie. A on przez kilka minut przeprowadził trzy akcje, w tym tę zakończoną karnym. Robert Lewandowski wykorzystał go w drugiej próbie, ale widać było, jak ciężko mu idzie. Chyba miał świadomość, że w spotkaniu, w którym każdy dawał z siebie wszystko, on był zupełnie niewidoczny.

To zrozumiałe, że Francuzi go pilnowali, ale on nie wygrał żadnego pojedynku. Jak powinno się grać na jego pozycji, pokazał Oliver Giroud. Dla Lewandowskiego był to mundial zupełnie nieudany.

Ambicja Polaków nie szła w parze z taktyką. Drugi gol dla Francji padł cztery minuty po przeprowadzeniu w naszej drużynie dwóch zmian. Kiedy Polacy rzucili się na bramkę, Francuzi pobili nas naszą bronią – szybkim kontratakiem.

Trzecia bramka to znów mistrzostwo Kyliana Mbappe. My takiego zawodnika nie mamy. Patrząc chłodnym okiem, osiągnęliśmy w mundialu to, na co liczyliśmy. Wyjście ze słabej grupy było obowiązkiem (choć wisiało na włosku), a potem przyszła przewidywana porażka.

Zremisowaliśmy ze słabym Meksykiem, pokonaliśmy Arabię Saudyjską, ale kiedy przyszło do konfrontacji z klasowymi przeciwnikami – Argentyną i Francją – byliśmy już bez szans.