Bieganie przez półtorej godzinie w temperaturze 32 stopnie Celsjusza nie należy do przyjemności, a Norwegowie musieli to robić, żeby odrobić straty z pierwszego meczu. Przed tygodniem przegrali na swoim boisku 2:3. Mieli szanse, tym bardziej, że od tego sezonu UEFA zmieniła przepisy. Bramki zdobyte na wyjeździe nie liczą się już podwójnie więc nawet wynik 1:0 dawał Bodo nadzieje w dogrywce.

Nic dziwnego, że od pierwszej minuty postawili na atak i praktycznie nie schodzili z połowy Legii. Tyle, że ich atak pozycyjny był bardzo wolny, przewidywalny, nie kończył się strzałami - obrońcy Legii z łatwością dawali sobie z nim radę.

Mimo to w 33. minucie goście mieli stuprocentową sytuację, jednak Erik Botheim z bliska nie trafił w bramkę. Gdyby mu się udało, być może mecz potoczyłby się inaczej. Pasywna, ale kontrolująca grę Legia do tej pory ledwie zbliżała się do bramki Bodo, gdzie zresztą też traciła piłkę.

I nagle, w ciągu czterech minut wypracowała sobie trzy sytuacje. Najpierw Luquinhas posłał piłkę w aut tuż obok słupka, potem Mahir Emreli trafił w bramkarza. Wreszcie po jego podaniu na skrzydło Luquinhas w polu karnym zwiódł obrońcę i posłał piłkę pod pachą bramkarza.

1:0 dawało legionistom duży spokój, więc nie przesadzali z atakami. Norwegowie nie mieli wyjścia - musieli atakować, więc robili to dokładnie tak samo jak w pierwszej połowie. Nawet zmiana trzech zawodników jednocześnie niczego im nie dała, poza tym, że ci nowi mieli więcej siły. Sposobu gry jednak nie odmienili. Chwilami wyglądali przy legionistach, jak amatorska drużyna młodzieżowa. Trafienie po rzucie rożnym w poprzeczkę bra ki Artura Boruca to wszystko, na co było ich stać.

A grająca ekonomicznie Legia w doliczonym czasie dołożyła drugą bramkę. Strzelił ją przebywający na boisku od dwunastu minut Tomas Pekhart. Wykorzystał podanie nowego zawodnika Legii, Szweda Mattiasa Johanssona, również rezerwowego w tym spotkaniu.

Gra Legii nie porwała, ale biorąc pod uwagę trudne warunki pogodowe i dobry wynik z pierwszego meczu zrobiła ona to, co do niej należało, bez niepotrzebnego szafowania siłami.

Zobaczyliśmy nieco inną drużynę, z jednym nowym i wydaje się, że wartościowym zawodnikiem. Był nim 24-letni napastnik z Azerbejdżanu Mehir Emreli. W pierwszym meczu strzelił dwa gole, teraz mu się nie udało, ale zrobił bardzo dobre wrażenie. Przy nim w ataku dobrze prezentował się Luquinhas, który też strzelił Norwegom dwa gole, tyle, że w dwóch spotkaniach.

Przeciwnikiem Legii w II rundzie eliminacji Ligi Mistrzów będzie FC Flora Tallin, którą mistrzowie Polski również powinni pokonać. Pierwszy mecz już za tydzień, 21 lipca o godz. 21.00 w Warszawie.

Kwalifikacje Ligi Mistrzów - I runda

Legia Warszawa - Bodo/Glimt 2:0 (1:0)
bramki: Luquinhas (41), Tomas Pekhart (90).
Pierwszy mecz 3:2, awans Legii.