Wywołało to uzasadniony protest zwykłych obywateli Niemiec. Wyszli na ulice stolicy Saksonii, aby zaprotestować przeciw zrównaniu ataku bombowego aliantów z terminem "ludobójstwo", który powinien być zarezerwowany dla ofiar fabryk śmierci Trzeciej Rzeszy. Protestowano też przeciw przymykaniu oczu na związek zagłady Drezna z winą Niemców za II wojnę światową.
Tymczasem nie dalej jak parę dni wcześniej w Berlinie politycy chadecji i FDP przeforsowali projekt ustanowienia dnia pamięci o ofiarach wypędzeń. W uchwale Bundestagu także zabrakło uściślenia, że do ucieczek i wysiedleń nie doszłoby, gdyby nie wcześniejsza próba podboju świata przez szaleńca, którego Niemcy dopuścili do władzy. Dostrzegło to zresztą polskie MSZ, w specjalnym oświadczeniu podkreślając, że w treści dokumentu znalazło się "wiele niepokojących z punktu widzenia Polski elementów, wynikających z nieuwzględnienia całości kontekstu historycznego II wojny światowej".