Choć rodzimy e-handel rośnie co roku o kilkanaście procent, co jest jedną z wyższych dynamik w Europie, to jego rola w gospodarce jest dużo mniejsza niż w większości państw. Oczywiście, część, jak Bułgaria, Rumunia czy Słowacja, znalazła się w raporcie eCommerce Europe za nami, jednak to marne pocieszenie. To znacznie mniejsze rynki, na których również stacjonarny handel odbywa się na mniejszą skalę.
Słabe zakupy
W Polsce udział handlu w PKB to ponad 20 proc., więc ten internetowy powinien mocniej zaznaczyć swoją obecność. – Polska, podobnie jak inne kraje naszego regionu, wciąż odrabia zapóźnienia w stosunku do państw zachodnich – mówi Mirosław Godlewski, starszy doradca Boston Consulting Group. – Dodatkowym wyzwaniem jest wydajność infrastruktury internetowej. Podczas gdy świat e-commerce coraz mocniej przenosi się na mCommerce, Polska ma najwolniejszy internet LTE w Europie – dodaje.
Niski poziom cyfrowej gospodarki to też efekt zwyczajów konsumentów. – Mamy mentalność kraju pieczątek. Nie ma pieczątki – nie ma dokumentu. Nie ma miejsca fizycznego, nie ma bezpieczeństwa – mówi Julia Izmałkowa, psycholog, prezes agencji badawczej Izmałkowa. – W tym samym czasie oszustwa i niekompetencje sklepów internetowych zdarzają się bardzo często i to nie sprzyja rozwojowi. Kiedy przeglądamy różne opinie, wystarczy jedna negatywna, by zniszczyć pozytywny wizerunek sprzedawcy – dodaje.
Kto zainwestuje
Przegrywamy też na innych polach. – To, w czym Polska gorzej sobie radzi od przeciętnej europejskiej, to nadal podaż – użytkowników i kompetencji cyfrowych. Jak wynika z badania Eurostatu, niespełna połowa Polaków ma podstawowe umiejętności cyfrowe, a średnia europejska wynosi 56 proc. – mówi Piotr Arak, menedżer w dziale konsultingu Deloitte. – Tylko 8 proc. osób w wieku 65–74 lat ma podstawowe kompetencje cyfrowe, gdy w krajach Unii to 24 proc. Nadal niska podaż kompetencji sprawia, że konsumenci nie sięgają tak często po nowoczesne rozwiązania technologiczne jak w innych krajach – dodaje.