Reklama

Trzeba zdywersyfikować Polski eksport

Polski biznes skoncentrował się na krajach Unii Europejskiej. Wysyłamy nasze towary głównie za naszą zachodnią granicę dokąd trafia aż 78 proc. naszego eksportu. Takie uzależnienie jest bardzo niebezpieczne, bowiem w momencie dekoniunktury chociażby na Zachodzie, nasza wymiana handlowa będzie poddana bardzo silnej presji – mówił w Krynicy podczas Śniadania z „Rzeczpospolitą" wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński.

Publikacja: 09.09.2015 12:10

Trzeba zdywersyfikować Polski eksport

Foto: Fotorzepa, Marian Zubrzycki MZub Marian Zubrzycki

- Tąpnięcie w niemieckiej gospodarce na poziomie 1 proc. przekłada się mniej więcej na obniżenie naszego PKB o 3 proc. Tak silne jest ekonomiczne powiązanie naszego kraju z Niemcami – dodał.

Piechociński ocenił, że w takiej sytuacji musimy zdywersyfikować nasz koszyk ekspansji handlowej.

- Nadrzędnym zadaniem jest zmiana tej struktury geograficznej eksportu. Do roku 2020, najpóźniej 2025 musimy połowę wartości naszego eksportu generować z nowych rynków, a połowę do krajów Unii Europejskiej – zaznaczył wicepremier.

Zmiana mentalności

Podczas spotkania zatytułowanego „Ekspansja zagraniczna polskich firm" minister gospodarki wraz z przedstawicielami różnych firm, które są obecne na zagranicznych rynkach dyskutowali o szansach polskiego biznesu na podbój globalnych rynków. Jak wskazał Piechociński cykle światowej gospodarki są bardzo zmienne i krótkie.

- Trzeba być więc elastycznym i ciągle gotowym do zmiany. To z kolei wymaga całkowitej zmiany podejścia, głębokiej korekty nie tylko po stronie państwa,ale także, a może przede wszystkim po stronie firm. Biznes musi zrozumieć, że kluczową przewagą w ekspansji handlowej są ludzie o wysokich kompetencjach. Ale liczy się nie tylko wiedza ekonomiczna, czy znajomość języków obcych. Niesłychanie ważne są kompetencje mentalne, czyli zrozumienie niuansów kulturowych na poszczególnych rynkach – mówił wicepremier. - Po stronie państwa konieczna jest z kolei stabilność i przewidywalność polskiej polityki w szczególności w relacjach z przedsiębiorczością.

Reklama
Reklama

Jak zauważył Artur Habza, dyrektor gospodarki i współpracy gospodarczej w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Lubelskiego nasze firmy są nieprzyzwyczajone do walki o zewnętrzne rynki.

- Dotychczas przedsiębiorca czekał na nabywcę, aż ten przyjedzie z zagranicy, kupie jego towar i zabierze ze sobą. Takie podejście się zmienia, ale to wymaga pracy z biznesem i my w tej zmianie podejścia pomagamy – mówił Habza. - Na naszych misjach wyjazdowych stopniowo uczymy firmy się zachowywać, jak przeprowadzać spotkanie biznesowe w poszczególnych krajach, jak zdobywać kontrakt. Niejako prowadzimy przedsiębiorców za rękę i to przynosi realne efekty – podkreślał.

Rafał Chwast, wiceprezes Grupy Nowy Styl podkreślał, że kulturowe zrozumienie rynku, o którym mówił minister gospodarki wymaga dywersyfikacji dowodzenia przedsiębiorstwa. - Centrum firmy nie może być tylko w Polsce. Handlowiec wysłany z naszego kraju na obcy teren nie wychwyci pewnych drobnych różnic – uważa Chwast. Jego zdaniem podbijanych obszarów nie należy traktować wyłącznie jako rynków zbytu.

- Sztuką jest umiejętne integracja polskiego przedsiębiorstwa z lokalnym biznesem. To zrobienie kroku naprzód i przekształcenie się z eksportera o międzynarodowego gracza jest ścieżką którą powinny podążać nasze firmy – przekonywał.

Efekt skali

Uczestnicy śniadania rozmawiali także o innowacyjności polskich firm w kontekście wychodzenia na zagraniczne rynki. Zdaniem Janusza Piechocińskiego trzeba obalić mit niskiej innowacyjności polskich firm.

- Są różne rynki, niektóre potrzebują prostych produktów. Czy produkcja zwykłych żyletek jest innowacyjna? Pytał Piechociński. Teoretycznie nie, ale proszę sobie wyobrazić, że na rynku afrykańskim jest ogromne zapotrzebowanie na taki produkt i jeden z naszych przedsiębiorców wysyła tam taki towar za duże pieniądze. - wskazywał.

Reklama
Reklama

Ryszard Florek, prezes Fakro uważa, że aby być firmą innowacyjną i podbijać rynki zagraniczne trzeba najpierw zdobyć rynek krajowy, rozwinąć firmę do odpowiedniej skali i dopiero można mówić o skutecznym wyjściu za granicę.

- Posiadanie nawet najlepszego produktu nie gwarantuje jego sprzedaży na obcych rynkach. Dlatego firmy muszą mieć możliwość najpierw zbudowania solidnej pozycji na rodzimym rynku, by następnie ruszyć w świat – podkreślał Florek. Jak dodał biznes nie oczekuje pomocy państwa w postaci dotacji czy subwencji, bo to zawsze pachnie pewną niesprawiedliwością rynkową.

- Potrzebujemy natomiast wsparcia politycznego za granicą. Kapitału nie chcemy dostać ale go wypracować w kraju - zaznaczył prezes Fakro.

Gospodarka
Ruszyła rejestracja na EEC 2026. Znamy program wydarzenia
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Gospodarka
Boom w pustynnych piaskach Półwyspu Arabskiego kusi Polaków
Gospodarka
Przemysł energochłonny w Europie wciąż w trudnej sytuacji
Gospodarka
Rosja wraca do czasów ZSRR. Coraz mniej towarów z zagranicy
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama