Trybunał w Hadze orzekł we wtorek, że roszczenia Chin do Morza Południowochińskiego, w tym do Wysp Spratly, są bezzasadne. W trakcie rozprawy uznano, że Pekin nie posiada historycznych praw do zasobów akwenów morskich objętych tzw. „linią dziewięciu kresek" i swoimi działaniami naruszył suwerenność terytorialną Filipin. Wyrok spotkał się z silnym oburzeniem ze strony Chin.
Na ile groźny jest konflikt na dalekim wschodzie?
– Spór jest nie dość, że groźny, to jeszcze skomplikowany – odpowiada Adrian Zwoliński.
Jak wyjaśnia, region Morza Południowochińskiego jest terenem spornym dla wielu państw. W konflikcie uczestniczyły od wielu lat m. in. Chiny, Wietnam i Filipiny.
- Szereg konfliktów doprowadził do tego, że Filipiny w 2013 r. wniosły sprawę przed Stały Trybunał Arbitrażowy. Sprawa została rozpoznana na niekorzyść Chin – mówi.
Kwestią sporną do dziś pozostaje, czy wyrok ten w ogóle powinien zostać wydany.
- Znaczna część argumentacji po stronie chińskiej w kontekście tego, iż Trybunał nie miał jurysdykcji nad tą sprawą, w moim odczuciu jest słuszna – ocenia Zwoliński.
- Można być pewnym dwóch rzeczy. Po pierwsze, Chiny będą dalej stały na stanowisku, iż wyrok ten jest nieobowiązujący, i mają w tym daleko idący interes – mówi Zwoliński.
- Chiny będą zaprzeczały istnieniu tego wyroku i jego skuteczności po to, aby inne państwa nie powoływały się na niego w kontekście tego sporu – uzupełnia.
- Druga sprawa jest taka, że Chiny będą prawdopodobnie wzmagały swoją aktywność w tym obszarze w związku ze swoją doktryną polityczną – kontynuuje i wyjaśnia, że Państwo Środka dba ze szczególną uwagą o swoją jednolitość terytorialną.
Najważniejszym pytaniem jest, jak na konflikt zareagują Stany Zjednoczone
- Chiny z całą pewnością będą tutaj się liczyły z aktywnością Stanów Zjednoczonych. Ich reakcja będzie tutaj kluczowa – podkreśla Zwoliński.
- Do tej pory, przez pewien okres czasu, Stany Zjednoczone starały się zachować neutralność, ale wspierały, tak jak i teraz wspierają, stronę filipińską – ocenia.