Rosnące od miesięcy ceny energii stają się poważną przeszkodą na drodze do szybkiego ożywienia gospodarczego, a lada moment mogą też być przyczyną niepokojów społecznych. W czwartek wieczorem przywódcy 27 państw UE zebrali się w Brukseli, żeby zastanowić się, jak można wspólnie reagować na tę sytuację. Nikt nie chce odchodzenia od zielonej agendy, choć niektórzy – jak Polska – sugerują zmiany w zaproponowanym przez Komisję Europejską pakiecie Fit for 55.

Czytaj więcej

Ceny energii rosną jak szalone. Jak sobie z tym poradzić

Inwestycje w OZE

– Rosnące gwałtownie ceny energii są bardzo groźne dla ludzi i przedsiębiorców – powiedział Mateusz Morawiecki, wchodząc na salę obrad. Według niego są dwie podstawowe przyczyny, przed którymi Polska dawno ostrzegała. – Polityka gazowego szantażu Gazpromu i Rosji, tym bardziej możliwa, im szybciej ruszy Nord Stream 2. Jeszcze bardziej będziemy zależni od Rosji. Druga przyczyna to spekulacje w handlu emisjami CO2 – wskazał polski premier.

Wcześniej Polska przesłała do unijnych instytucji swoje przemyślenia na ten temat i wskazała na konieczność zmian w pakiecie Fit for 55. Co ważne, rząd nie kwestionuje samego celu klimatycznego, na który sam wcześniej się zgodził, czyli redukcji emisji CO2 o 55 proc. do 2030 roku, a potem osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 roku.

Ale proponuje zmiany w systemie handlu emisjami (ETS) w postaci ograniczenia dostępu do rynków dla niektórych uczestników (np. instytucji finansowych), czy wprowadzenie limitów transakcyjnych, co ma rzekomo chronić przed spekulacją. Ponadto chce także dodatkowych funduszy kompensujących koszty transformacji energetycznych. A już poza Fit for 55 Polska wezwała do dochodzenia w sprawie wykorzystywania dominującej pozycji przez zewnętrznych dostawców energii.

Pomysł zmian w pakiecie Fit for 55 popiera Viktor Orbán. – To, co robi Timmermans (wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej ds. Zielonego Ładu), to jest zabijanie klasy średniej w UE. Ujmowanie transportu i mieszkań w systemie handlu emisjami – nie róbcie tego – powiedział węgierski premier. Ten fragment propozycji KE od początku budził najwięcej kontrowersji, bo wielu obawia się, jak wpłynie on na koszty życia gospodarstw domowych. I na pewno będzie to najbardziej sporny punkt rozpoczynających się wkrótce negocjacji nad Fit for 55. Ale z wypowiedzi przywódców na unijnym szczycie wyraźnie wynikało, jest zdecydowane poparcie dla zielonego kursu Unii Europejskiej i obecna sytuacja na rynku energetycznym nie tylko tego nie osłabia, ale wręcz wzmacnia.

– W średnim i długim terminie konieczne jest masowe inwestowanie w źródła odnawialne. To jest przyszłość – powiedział Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej. Inni wskazywali, że OZE to jedyna kategoria energii, gdzie ceny z roku na rok spadają i kreowany jest postęp technologiczny. I on właśnie ma być istotnym motywem rewolucji energetycznej. – Chodzi nie tylko o nasze zachowanie, bo ono tak bardzo nie wpłynie na zmianę klimatyczną. Ale to, co robimy w Europie, często kreuje postęp technologiczny, jest potem eksportowane i prowadzi do zmian na poziomie globalnym – zauważył belgijski premier Alexander De Croo.

Autopromocja
#NowaRp.pl

Znacznie więcej niż wiedza

ZAPRENUMERUJ

Obrońcy unijnego rynku

Konieczność wielkich inwestycji w nowe technologie to jeden z powodów, dla których tak wielu przywódców sprzeciwia się propozycji ingerowania w rynek energetyczny w Europie. Według nich obecny wzrost cen energii to efekt gwałtownego wzrostu popytu globalnego spowodowanego ożywieniem gospodarczym po pandemii oraz – częściowo – zachowania dominujących dostawców, w szczególności Rosji. Przy czym, jak podkreśla Bruksela, Rosja wypełnia wszystkie swoje zobowiązania, natomiast nie odpowiada na dodatkowe zapotrzebowanie, co zwykle robiła w przeszłości.

Ten wzrost cen ma być przejściowy i trend powinien ulec odwróceniu na wiosnę 2022 roku. A skoro tak, to nie ma potrzeby ani dokonywać zmian w zielonej agendzie, ani ingerować w funkcjonowanie rynku, co postulowała m.in. Francja. Unijny rynek energetyczny ma wielu obrońców, szczególnie tych z północy Europy, przywiązanych do idei wolnego rynku. – Mam nadzieję, że nie zmienimy struktury rynku, bo jestem zwolenniczką rynkowych rozwiązań – powiedziała Kaja Kallas, premier Estonii.

W podobnym duchu wypowiadał się też premier Łotwy. – Mamy hamować rynek i wpływać na ceny czy pomagać gospodarstwom domowym? Moim zdaniem powinniśmy pomóc rynkowi funkcjonować, żeby zachęcać do inwestycji – powiedział Arturs Karins. Państwa te boją się, że obecny kryzys może zachęcać niektórych do nieprzemyślanych działań, których skutki będziemy odczuwać w długim terminie. Dlatego podkreślają, że nie interwencje rynkowe, nie zmiany w długoterminowej zielonej agendzie, ale pomoc wrażliwym gospodarstwom domowym jest jedyną rozsądną odpowiedzią na obecny kryzys energetyczny. I tej pomocy muszą udzielać państwa członkowskie ze swoich krajowych zasobów finansowych.

Co z kosztami transformacji

Najgłośniej o rosnących cenach energii mówi od miesięcy premier Hiszpanii. Pedro Sanchez postuluje, i miał o tym mówić również na szczycie, wspólne zakupy gazu. Jednak ten pomysł nie ma zbyt dużego poparcia w Unii Europejskiej. Pojawił się już kilka lat temu i nie zyskał aplauzu. Komisja Europejska powiedziała, że po raz kolejny przyjrzy się temu pomysłowi. Sanchez sam chyba wie, że nic na razie nie uzyska, proponuje więc powrót do dyskusji o energii na kolejnym szczycie UE w grudniu.

Jest także mało prawdopodobne, żeby polski postulat dodatkowych środków na transformację energetyczną zyskał poparcie pozostałych przywódców. Jest już w budżecie UE Fundusz Sprawiedliwej Transformacji, którego największym beneficjentem będą odchodzące od węgla polskie regiony.

Dodatkowo w pakiecie Fit for 55 KE proponuje stworzenie specjalnego funduszu społecznego, który miałby częściowo kompensować koszty transformacji energetycznej gospodarstwom domowym. Ale już ten fundusz, jak słyszymy nieoficjalnie, budzi wątpliwości niektórych państw członkowskich. Uważają one, że w unijnym budżecie i w funduszu odbudowy gospodarki po pandemii jest już wystarczająco dużo pieniędzy na te cele.