Piątkowe wzrosty za oceanem, napędzane dobrymi danymi makroekonomicznymi z amerykańskiej gospodarki, zdaniem sporej części inwestorów, były wstępem do zmiany trendu na światowych rynkach kapitałowych na wzrostowy. W poniedziałek od rana wszystko wskazywało na to, że taki scenariusz ma szansę zmaterializować się mocnymi zwyżkami indeksów. W takim przekonaniu utwierdzały graczy dynamiczne, poniedziałkowe zwyżki na giełdach azjatyckich. Parkiet w Tokio wzrósł o ponad 2 proc., mimo że dane o japońskim PKB w III kwartale wypadły sporo poniżej oczekiwań.

Na starcie notowań główne indeksy warszawskiej giełdy zyskiwały 0,7-0,9 proc. WIG 20 na chwilę wrócił nawet powyżej ważnego psychologicznego oporu na poziomie 2500 pkt. Szybko okazało się, że to było wszystko, na co w poniedziałek stać było rodzimych inwestorów. Indeksy szybko oddały znaczną część porannych wzrostów i aż do zamknięciu utrzymywały się, podobnie zresztą jak większość rynków zachodnioeuropejskich, niewiele powyżej piątkowych zamknięć. Handel, mierzony wartością obrotów, był wyjątkowo niemrawy. Przez cały dzień w Warszawie właściciela zmieniły akcje za zaledwie 0,6 mld zł czyli 40 proc. mniej niż w poniedziałek. Trochę ożywienia na rynku wniosły jedynie publikowane w samo południe dane o październikowej produkcji przemysłowej za Odrą. Wypadła znacznie poniżej oczekiwań. Zamiast powiększyć się, w porównaniu z wcześniejszym miesiącem o 0,8 proc. spadła o 1,2 proc. W odpowiedzi część giełd Starego Kontynentu, w tym frankfurcka, niebezpiecznie zbliżyły się do poziomu oddzielającego wzrosty od spadków. Większość z nich wyszła jednak z tego obronną ręką.

O lekko wzrostowym finale notowań w Europie przesądził zwyżkowy początek handlu w Nowym Jorku. Skala wzrostów za oceanem była jednak zbyt mała, żeby poderwać graczy na Starym Kontynencie do bardziej aktywnego kupowania akcji. W konsekwencji przed godz. 17 niemiecki DAX rósł tylko 0,2 proc. a brytyjski FTSE250 o 0,3 proc. Giełda w Paryżu testowała poziomy z piątku.

W Warszawie finał sesji był zupełnie inny. Duże zlecenia sprzedaży Telekomunikacji Polskiej w ostatniej fazie handlu sprowadziły WIG 20 pod kreskę. Zatrzymał się na wysokości 2478,77 co oznaczało 0,02-proc. przecenę.  WIG 30 rósł o 0,12 proc., do 2621,35 pkt. a WIG o 0,29 proc., do 52881,29 pkt. Najlepiej, rosnąc po 0,98 proc., prezentowały się mWIG40 i sWIG80 co wskazuje na to, że w poniedziałek w grę na GPW bawili się głównie rodzimi inwestorzy.

Z dużych firm najlepszą inwestycją na pierwszej sesji w tym tygodniu był KGHM, który podrożał o 1,95 proc. a najgorszą, wspomniana już Telekomunikacja Polska, która spadła o 6,3 proc. Z mniejszych firm wyróżniało się m.in. LST Capital, które ma szanse pozyskać inwestora ze Stanów Zjednoczonych dla jednej ze spółek zależnych. W reakcji kurs giełdowej firmy rósł o 13,4 proc. Ponad 7,9 proc. drożała też Hygienika po informacji o akwizycji w Niemczech. Z kolei kurs Serinusa spadał o 6 proc., bo spółka poinformowała o niepowodzeniu odwiertu w Brunei.

Na rynku walutowym poniedziałek zakończył się minimalnymi zwyżkami złotego. Euro potaniało o 0,05 proc., do 4,1825 zł, frank szwajcarski o 0,1 proc., do 3,4180 zł a dolar amerykański o 0,2 proc., do 3,0480 zł.