Roman Karkosik, Zbigniew Jakubas, Leszek Czarnecki – te nazwiska rozpalają wyobraźnię inwestorów. Tymczasem wraz z trwającą hossą grono giełdowych miliarderów systematycznie się powiększa. Jego trzon stanowią przedsiębiorcy, którzy kilka lat temu wprowadzili swoje biznesy na giełdę. Niektórzy – jak Tomasz Biernacki, współwłaściciel sieci sklepów Dino – zrobili to dopiero w tym roku, a już awansowali do pierwszej dziesiątki najbogatszych prywatnych inwestorów. Takich osób będzie przybywać.
Nowi miliarderzy mają kilka wspólnych cech: z reguły są posiadaczami akcji tylko jednej spółki, nie inwestują aktywnie na giełdzie i unikają rozgłosu. Zdobycie zdjęć niektórych z nich graniczy z cudem.
– Na początku transformacji ustrojowej najszybciej majątki budowały osoby, które mogły skorzystać ze swojej uprzywilejowanej pozycji. Dzisiaj wysoki poziom zamożności osiągnęli przedsiębiorcy, którzy rozpoczynali działalność często 20 czy 30 lat temu – mówi Mariusz Pawlak, partner w Lorek Pawlak Family Office.
Dziesięciu najbogatszych indywidualnych inwestorów kontroluje akcje o wartości ponad 30 mld zł, z czego niemal jedna trzecia przypada na Zygmunta Solorza-Żaka.
W pierwszej dziesiątce oprócz wspomnianego już Biernackiego mamy też Dariusza Miłka z CCC czy Tomasza Domogałę z Famuru. Każdemu z nich udało się w tym roku powiększyć wartość portfela.
W gronie miliarderów znajdują się też Marek Piechocki i Jerzy Lubianiec z LPP, Krzysztof Oleksowicz z Inter Carsu oraz Marcin Iwiński z CD Projektu. Ta ostatnia spółka, znana przede wszystkim jako twórca „Wiedźmina", jest już wyceniana na niemal 8 mld zł.
Nowi miliarderzy nie czekają biernie na rozwój swoich spółek, lecz biorą los we własne ręce. I tak np. Iwiński odpowiada za kontakty międzynarodowe CD Projektu, a Oleksowicz tworzy strategię Inter Carsu.