Jeszcze na początku piątkowych notowań można było mieć nadzieję, że ostatnią sesję tygodnia uda się zamknąć pozytywnym akcentem. W pierwszej godzinie handlu WIG20 zyskiwał 0,6 proc. i całkiem nieźle prezentował się na tle innych europejskich indeksów. Niestety im dalej w las, tym gorzej.
Wskaźnik 20 największych firma naszego parkietu szybko wrócił w okolice zamknięcia notowań z piątku i tym samym dołączył do europejskich standardów, gdzie również problemem było obranie kierunku. Ten stan utrzymywał się przez kilka godzin. Z racji braku istotnych publikacji makroekonomicznych wiadomo było, że na emocje trzeba będzie czekać do momentu startu notowań na Wall Street. I faktycznie po godzinie 15 w końcu na naszym parkiecie zobaczyliśmy większy ruch. Problem jednak w tym, że do głosu doszły niedźwiedzie. Było to o tyle dziwne, że indeksy amerykańskiej giełdy dzień zaczęły na plusach. Niewykorzystane szanse lubią się jednak mścić. Podaż bezwzględnie wykorzystała bierną postawę byków i WIG20 na godzinę przed zakończeniem handlu zaczął tracić około 0,5 proc. Co ciekawe inne europejskie indeksy pozostały obojętne na to co działo się w Stanach Zjednoczonych.