Do wtorkowej sesji na warszawskiej giełdzie inwestorzy przystępowali w umiarkowanie optymistycznych nastrojach. W poniedziałek indeksy naszego rynku zyskały bowiem na wartości i tym samym przerwały spadkową serię z końcówki ubiegłego tygodnia. Wtorek miał potwierdzić, że ruch ten nie był dziełem przypadku.
Zaczęło się całkiem optymistycznie. WIG20 już na starcie zyskał 0,2 proc. Jakby tego było mało w kolejnych godzinach handlu przewaga popytu rosła. W połowie notowań indeks największych spółek rósł o około 0,6 proc. To stawiało nas w gronie najmocniejszych rynków na Starym Kontynencie. Największe rynki miały bowiem problem z obraniem kierunku i ich indeksy przez długi czas oscylowały przy poziomach zamknięcia w poniedziałku. Wydawało się więc, że jesteśmy na najlepszej drodze do tego, aby kolejny dzień zamknąć wzrostami. Niestety w drugiej połowie dnia do głosu zaczęły dochodzić niedźwiedzie. Argumentów tej grupie do większej aktywności dostarczył Donald Trump. Na Twitterze poinformował, że Stany Zjednoczone nałożą dodatkowe cła o wartości 11 mld dolarów na towary z Unii Europejskiej. Ma to być odpowiedź na europejskie dotacje dla Airbusa.