Czy popularyzacja krótkich form wideo przynosi więcej szkód czy korzyści dla debaty publicznej? Takie pytanie postawił prowadzący debatę oksfordzką poświęconą temu nowemu zjawisku technologicznemu. Dwie drużyny miały bronić przeciwstawnych stanowisk.

Każdy z mówców dostał siedem minut na przedstawienie swoich argumentów, a o zwycięstwie miała zdecydować publiczność, oddając głosy za pomocą kodów QR.

Rolki zebrały sporo krytyki. Padały argumenty, że nie służą wymianie myśli, lecz raczej podsycaniu konfliktów i ułatwiają działanie oszustom. Z drugiej strony przekonywano, że jeśli reporter nie potrafi w dwie minuty streścić tematu, to znaczy, że sam go nie rozumie.

Krótka forma kontra rzetelna debata

– Krótkie formy wideo zabijają debatę publiczną – argumentował dr Mikołaj Małecki, prezes Krakowskiego Instytutu Prawa Karnego. Wskazywał, że samo słowo „debata” oznacza interakcję między ludźmi i wymianę argumentów. – Oczywiście krótkie formy wideo nie mają nic wspólnego z takim rozumieniem debaty. To jest podana do wierzenia teza, którą można przyjąć albo odrzucić – mówił Małecki.

W jego ocenie rolki żerują też na emocjach, mają szokować, podczas gdy codzienne życie nie przypomina akcji z hollywoodzkiego filmu. Rzetelna debata publiczna wymaga natomiast czasu. W ciągu 30 sekund ekspert nie jest w stanie wygrać z hochsztaplerem, jeśli walka toczy się nie na argumenty, lecz na atrakcyjność przekazu.

– W filmiku, który trwa 30 sekund, ludzie i idee stają się tak naprawdę inwentarzem wielkich graczy, big techów, wielkich korporacji, które narzucają nam to, w jaki sposób mamy tę debatę prowadzić – mówił dr Małecki.

Szansa na dotarcie do nowych odbiorców

Rolek broniła m.in. Karolina Olejak, szefowa newsroomu Polsat News. – Krótkie formy mają wzmocnić i zaprosić do tej długiej debaty i dlatego są tak potrzebne – mówiła dziennikarka. Wskazywała, że o ważnych sprawach ludzie coraz częściej dowiadują się właśnie z profili rozrywkowych w mediach społecznościowych.

– Możemy obrażać się na rzeczywistość, a możemy ucieszyć się i zdać sobie sprawę z tego, że dzięki temu jesteśmy w stanie trafić do tych, którzy nie śledziliby branżowych portali czy mediów – mówiła Olejak.

Przywołała badania Ministerstwa Obrony Narodowej, wskazując, że z krótkich form czerpiemy informacje nawet w kwestiach dotyczących bezpieczeństwa. Mówiła również o analizie debaty publicznej ostatniej dekady, która – jak wskazywała – wykazała, że w głównych mediach była ona sprofilowana bardziej w lewą stronę, podczas gdy internet i krótkie formy przesunęły ją na prawo, co miało doprowadzić do jej zrównoważenia.

Zdaniem Olejak nawet półtoragodzinna, nudna debata nie gwarantuje, że uczestnik rzeczywiście czegoś się dowie.

– Reporter, który robi wejście live, jeżeli nie jest w stanie przez dwie minuty zrelacjonować sytuacji, to znaczy, że nie wie, o czym chce mówić. Więc krótka forma to po prostu szansa, żeby faktycznie wybrzmiało to, co jest kluczowe – mówiła.

Emocje premiowane przez algorytmy

Na inne zagrożenie zwrócił uwagę Radomir Witt, dziennikarz TVN24. Jak mówił, gdyby chciał przygotować rolkę, która ma się szeroko rozprzestrzenić, materiał musiałby trwać 60–90 sekund, mieć napisy i budzić emocje oraz komentarze.

Witt wskazał na badania dotyczące manipulacji algorytmami pt. „Chiny w oczach polskich użytkowników TikToka”. Jak mówił, wynikało z nich, że algorytm TikToka prowadzi wręcz do cenzurowania kontrowersyjnych tematów dotyczących Chin, takich jak Tybet czy prawa człowieka. Rolki poświęcone tym zagadnieniom mają więc znacznie mniejszą szansę na wyświetlenie się użytkownikom. Skala tego zjawiska – przekonywał – może wpływać na kształtowanie poglądów odbiorców.

– Jak to ma się do tego demokratycznego i pluralistycznego dostępu do różnorodnych informacji? – pytał retorycznie.

Przywołał również badania Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza dotyczące działalności platform społecznościowych. Wynikało z nich, że w czasie kampanii wyborczej premiowały one wyższy poziom emocji, konfrontacyjny styl i negatywną narrację.

Problemem algorytm czy sama krótka forma?

Szymon Pękala, twórca kanału Wojna Idei na YouTube, zauważył, że popularność krótkich form ma również negatywne strony, co – jak wskazywał – jest typowe dla nowych technologii, zanim nauczymy się z nich odpowiedzialnie korzystać.

Internet zawiera wprawdzie mnóstwo szkodliwych „śmieci”, ale jako zjawisko wniósł też ogromny wkład w kulturę.

– Moim zdaniem należy wyraźnie oddzielić toksyczny algorytm od samej nowej możliwości udziału i przyswojenia treści w debacie publicznej, jaką daje nam właśnie krótka forma – podsumował Pękala.