Scarlett Johansson należy dziś do panteonu młodych gwiazd kina. Keira Knightley zabłysła w „Piratach z Karaibów”. Orlando Bloom był zwinnym Legolasem we „Władcy pierścieni”. Natalie Portman zwróciła na siebie uwagę jeszcze jako dziecko, partnerując Jeanowi Reno w „Leonie zawodowcu”. Wszyscy są młodzi, piękni, kochani przez fanów i bogaci. A jednak Scarlett ich przyćmiewa. To jej urodę porównuje się z wizerunkiem legendarnych aktorek złotej ery Hollywood. Niektórzy widzą w tej 24-letniej dziewczynie nowe wcielenie Marilyn Monroe.

Rozkochała w sobie mistrzów kina. Brian De Palma obsadził ją w „Czarnej dalii” (2006), zaś Woody Allen powierzył role w filmach „Wszystko gra” (2005), „Scoop – gorący temat” (2006), a ostatnio także w „Vicky Cristina Barcelona” (2008) i przyznaje w wywiadach, że mógłby ją zatrudniać bez końca. Lista sukcesów blondwłosej gwiazdy jest imponująca. Co prawda na razie brakuje na niej najważniejszych nagród – Oscarów, wydaje się jednak, że to jedynie kwestia czasu.

Urodziła się w zamożnej nowojorskiej rodzinie. Dzięki temu nie musiała ciułać pieniędzy jako kelnerka w barze, a w przerwach biegać na castingi z nadzieją, że dostanie wymarzony angaż. Mogła wybierać, omijając reklamy i filmy dla nastolatków. W doborze właściwego repertuaru pomaga jej matka, która jest menedżerką aktorki. Johansson miała 8 lat, gdy zadebiutowała na scenie w offbroadwayowskim spektaklu „Sophistry” razem z Ethanem Hawke, 10 – gdy w filmie „North” po raz pierwszy pojawiła się na dużym ekranie. Cztery lata później zwróciła na siebie uwagę w „Zaklinaczu koni” Roberta Redforda. „The Hollywood Reporter” przyznał jej wówczas nagrodę dla młodej gwiazdy. W 2003 roku zachwyciła widzów drugoplanową rolą w „Między słowami” Sofii Coppoli, gdzie partnerowała Billowi Murrayowi. On zagrał wypalonego aktora, który przyjeżdża nagrać reklamę whisky do Tokio, ona zagubioną marzycielkę. Stworzyli duet, który otworzył Johansson drzwi do sławy.

Status gwiazdy potwierdziła natychmiast, występując w „Dziewczynie z perłą” (2003). W filmie Petera Webera wcieliła się w muzę holenderskiego malarza Johannesa Vermeera. Zdjęcia Eduardo Serry znakomicie wydobyły subtelność jej urody. Ostatnio świetnie prezentowała się w kostiumach z czasów Henryka VIII w dramacie „Kochanice króla” (2008) Justina Chadwicka.

Reżyserzy podziwiają ją za znakomite przygotowanie do roli i poświęcenie na planie. Ona sama przyznaje w wywiadach: – Jestem perfekcjonistką. Zdarza się, że sama robię sobie manicure o trzeciej nad ranem, bo nikt inny nie potrafi tego właściwie zrobić. Może to jest sekret mojego sukcesu?

Ostatnio Scarlett rozpoczęła także muzyczną karierę. Po zaśpiewaniu „Summertime” Gershwina na składance wspierającej fundację Music Matters podpisała kontrakt na kolejny album. W maju ukazała się płyta „Anywhere I Lay My Head”, na której można usłyszeć jak śpiewa niskim, głębokim głosem kompozycje Toma Waitsa.