[b]RZ: Minister Jacek Rostowski twierdził, że skłamał pan, mówiąc, iż w ubiegłym roku dochody budżetowe były niższe od spodziewanych.[/b]

Stanisław Gomułka: Pierwszy raz od czasów przesłuchań w latach 60. przez oficerów bezpieki ktoś mnie oskarża o mówienie nieprawdy, w dodatku w tak publiczny sposób. Tyle tylko, że oficerowie bezpieki mieli podstawy, aby tak twierdzić, bo ja im nie mówiłem pełnej prawdy. W tym wypadku mam twarde dane na poparcie moich słów. Dlatego byłem zaszokowany, kiedy w odpowiedzi na przytoczony przez Monikę Olejnik w „Kropce nad i” cytat z „Rzeczpospolitej” o tym, że do końca grudnia wpływy podatkowe do budżetu państwa były niższe o 8 mld zł, minister finansów powiedział, że to nieprawda. To nie są moje dane, ale oficjalne wyliczenia Ministerstwa Finansów, dostępne na jego stronach internetowych od 19 stycznia 2009 r. Od sierpnia ubiegłego roku rzeczywiste dochody podatkowe były niższe od planowanych. Słabł bowiem import, dużo wolniej rosła produkcja przemysłowa.

[b]Czyli już w listopadzie można było przewidywać, że także w 2009 roku wpływy z podatków będą niższe, niż zaplanowano w projekcie budżetu?[/b]

Tak. Moim zdaniem należało uwzględnić to w korekcie, jaką rząd zgłosił do ustawy budżetowej w grudniu. Nie wiem, dlaczego tego nie zrobiono. Minister Rostowski wyjaśnia, że wtedy jeszcze przypuszczał, iż Polsce duże spowolnienie nie grozi. Jednak musiał mieć świadomość, że dochody budżetowe nie są tak dobre, jak wcześniej szacowano. Powinien to oficjalnie przyznać. Tymczasem zrobił to dopiero po tym, jak prezydent podpisał budżet na 2009 rok.

[b]Może minister Rostowski nie mówił o mniejszych dochodach, aby nie otwierać na nowo debaty budżetowej w Sejmie?[/b]

Nie wiem, jakie były jego motywy, ale wiem, że nie mówił wszystkiego. Nie wyjaśnił, że budżet został zbudowany na podstawie wyliczeń przedkryzysowych z wiosny 2008 r. Minister był więc oszczędny w mówieniu prawdy. W sprawach finansowych bardzo ważnych dla kraju takie postępowanie nie wydaje mi się właściwe.