W teorii jest tak: kto inwestuje z myślą, że nieprędko sięgnie po odłożone pieniądze, powinien wybrać akcje; w długim terminie przynoszą one najwyższe zyski (choć są też najbardziej ryzykowne).
A teraz spójrzmy na stopy zwrotu funduszy kapitałowych z ostatnich siedmiu lat. W pierwszej dwudziestce zestawienia najlepszych wyników znajduje się 11 funduszy obligacji (w tym jeden inwestujący w papiery dłużne na rynku międzynarodowym), pięć pieniężnych, reszta to mieszane (zrównoważone, stabilne) i gwarantowane.
Najlepszy fundusz akcji znajdziemy w czwartej dziesiątce (Nordea Życie Akcji). Jego wynik to 8,5 proc. w skali siedmiu lat, czyli średnio nieco ponad 1 proc. rocznie. Na tle konkurentów z grupy rezultat ten wygląda znakomicie. Większość funduszy akcji zanotowała w ciągu ostatnich siedmiu lat straty, i to ogromne, nawet przekraczające 50 proc. (przeciętnie minus 20–40 proc.
Fatalne siedmioletnie stopy zwrotu to efekt tego, że w lipcu 2007 r. kursy akcji były wysokie; na giełdzie mieliśmy wtedy szczyt hossy. Zatem kto wtedy zainwestował w akcje czy w fundusz akcji, do tej pory może być na minusie. Bo hossa wkrótce się skończyła. We wrześniu 2008 r. upadł bank inwestycyjny Lehman Brothers. Rozpoczął się globalny kryzys finansowy.
I właśnie wtedy, jak teraz wyraźnie widać, opłacało się kupować tanie akcje. Kto zrobił to na początku lipca 2009 r., nie może narzekać. Wszystkie fundusze akcji i dynamiczne są w tym okresie na dużym plusie. Najlepsze zyskały nawet ok. 70 proc. w skali pięciu lat, najsłabsze (pomijamy nielicznych outsiderów) – ok. 30 proc.