Rz: Na ile prawdziwa jest opinia, że Polak nie oszczędza, gdyż go na to nie stać?
Norbert Konarzewski:
To najczęstsza wymówka. Oczywiście część Polaków ma tak niskie dochody, że ciężko byłoby od nich wymagać oszczędzania. Natomiast większość z nas, gdyby przeanalizowała swój domowy budżet, z pewnością mogłaby znaleźć oszczędności. Wymaga to jednak pewnego poświęcenia. Należy sobie zadać pytanie, ile wydajemy na drobne przyjemności, takie jak np. poranna kawa. Często także nie mamy świadomości, ile kosztują nas nasze nałogi, bo przecież 10 zł za papierosy to nie tak znowu dużo. Nie przyjmujemy jednak do wiadomości, że skumulowanie tych 10 zł w skali miesiąca, a nawet roku, daje już konkretną sumę, którą moglibyśmy odłożyć. Moim zdaniem problem leży w tym, że nie mamy wykształconego nawyku oszczędzania, który powinien stać się priorytetem w podejmowaniu decyzji finansowych.
Ma pan radę dla tych, którzy chcą nauczyć się oszczędzać?
Zamiast pod koniec miesiąca odkładać to, co nam zostało, spróbujmy najpierw odłożyć jakąś kwotę, a dopiero resztę przeznaczyć na wydatki. Bądźmy też bardziej przezorni. Pomyślmy o tym, co może się wydarzyć. Powinniśmy mieć choćby niewielkie zabezpieczenie finansowe na wypadek nieprzewidzianych zdarzeń. Odkładając regularnie co miesiąc z pozoru niewielkie kwoty, możemy zebrać kapitał zapasowy, który może być pomocny w nagłej potrzebie.