Nasze firmy transportowe mają 24% udział w unijnym rynku usług transportowych. Czy możliwe, że na fali ostatnich zmian branżę czeka regres?
Nowe regulacje mogą podnieść koszt funkcjonowania branży, jednak dla kierowców oznacza to zwiększenie wynagrodzenia. Warto zwrócić uwagę, że poziom płac i kosztów personalnych w firmach w Polsce i tak rośnie. Ma to związek z trudną sytuacją na rynku pracy. Trzeba pamiętać, że dyrektywa o pracownikach delegowanych to nie jest instrument wycelowany tylko w przedsiębiorców z Polski. W równym stopniu uderzy ona w przewoźników z Czech, Węgier czy Rumunii.
Czyli jednocześnie poprawi sytuację firm z Europy Zachodniej…
Nie do końca. Zapomnijmy o tym, że zobaczymy niemieckiego albo francuskiego kierowcę, który wsiada na dwa tygodnie do samochodu i jeździ od Madrytu do Moskwy. Takie regulacje traktuję bardziej jako element gry politycznej. Jeśli nawet dążyłyby do wypchnięcia polskich firm z europejskich rynków, np. niemieckiego czy francuskiego, to te rynki nie są w stanie kompensować tego, co polskie firmy robią. Tam brakuje kierowców i inwestorów, którzy w krótkim czasie byliby skłonni stworzyć flotę.
Już nieraz polscy przewoźnicy wyszli z problemów obronną ręką. To świadczy, że branża dojrzała?