W Singapurze ropa podrożała do 86 dol. za baryłkę, bo inwestorzy uwierzyli, że tym razem odbudowa rynku amerykańskiego jest trwała. To o ponad 80 centów drożej, niż na zamknięcie transakcji czwartkowych. W Wielki Piątek niektóre giełdy były zamknięte. Przy tym wzrost cen ropy ma miejsce, pomimo coraz droższego dolara, w którym notowany jest ten surowiec. Rafinerie, które zarabiają na marżach z przerobu surowca już liczą zyski.
[srodtytul]Popyt będzie rósł[/srodtytul]
Jeszcze w lutym ropa kosztowała tylko 69 dol. za baryłkę. Zdaniem Clarence Chu z singapurskiego Hudson Capital Energy jeśli w USA utrzyma się comiesięczny wzrost zatrudnienia ( w ostatni piątek poinformowano,że przybyło ponad 160 tys. miejsc pracy), popyt na ropę zdecydowanie wzrośnie.
Przed bardzo trudnym zadaniem stoi teraz kartel producentów ropy naftowej OPEC. Według wcześniejszych oświadczeń jego przedstawicieli, w tym najbardziej wiarygodnego saudyjskiego ministra ds. ropy, Ali Al-Naimiego cena, która pozwala producentom osiągać godziwy zysk i inwestować, to przedział 70-80 dol. za baryłkę. Dla przypomnienia w większości krajów arabskich wydobycie jednej baryłki ropy, to koszt nie większy niż 6-7 dol. Ale teraz, kiedy nawet budżety arabskich szejków są mocno nadwerężone światowym kryzysem finansowym, każdy dodatkowy dolar jest bardzo mile widziany.
Z drugiej strony kartel obawia się jednak zbytniego wzrostu cen, bo byłby oskarżony na zduszenie odradzającego się wzrostu gospodarki światowej. Przy tym niewiadomą jest ewentualny wzrost produkcji w krajach nie należących do kartelu.