Reklama
Rozwiń
Reklama

Pierwsze kroki w Mordorze

Publikacja: 09.09.2011 02:11

Pierwsze kroki w Mordorze

Foto: Fotorzepa, Dariusz Pisarek Dariusz Pisarek

Przez wiele lat odmawiałem wszystkim, którzy namawiali mnie, żeby zaangażować się politycznie. Miałem wiele propozycji zostania ministrem w kilku rządach, starty w wyborach z czołowego miejsca i propozycję ważnej funkcji w Sejmie. Konsekwentnie odmawiałem, ponieważ wolę pracować w sektorze prywatnym, gdzie ciężka praca i przedsiębiorczość jest nagradzana, podczas gdy w sektorze publicznym różnie bywa. Wielu moich byłych studentów i pracowników pełni teraz ważne funkcje publiczne i często opowiadają, jak zostali ukarani za innowacyjność i pomysłowość.

Miałem kilka wykładów dla urzędników administracji publicznej i zawsze, po zbudowaniu atmosfery zaufania, gdy pytałem o przykłady patologii w ich urzędach, podnosił się las rąk. Na jednym z wykładów, gdy na sali było ponad 300 urzędników, zacząłem ostro atakować administrację publiczną. Wywołała się burzliwa dyskusja, pełna emocji, bardzo ostre padały tam słowa. Po seminarium okazało się, że dostałem najwyższą ocenę ze wszystkich prelegentów.

W minionych kilku kwartałach otrzymałem oferty współpracy od prawie wszystkich partii. Rządzący chcieli mnie przekupić stanowiskiem prezesa w urzędzie centralnym, inne partie oferowały współpracę i stanowiska w przyszłości. Wszystkim odmówiłem, ponieważ tu nie chodzi o stanowiska, tylko o to, żeby zmienić Polskę na lepsze.

Więc jak ktoś się pyta, czy jestem zainteresowany danym stanowiskiem, to ja się pytam, a co on chce osiągnąć, jakie reformy przeprowadzić. I wtedy rozmowa już się nie klei. Jednak wobec dramatycznych wydarzeń na światowych rynkach finansowych uznałem, że nie można dłużej stać z boku w roli komentatora czy doradcy.

Bo jeżeli do parlamentu trafią przede wszystkim osoby znane z oper mydlanych albo tylko dlatego, że mają nazwiska podobne do nazwisk znanych aktorów, to Polska nie będzie krajem mądrze rządzonym, krajem, który stanowi mądre prawo. A ponieważ formowała się dobra drużyna, oddolnie, obywatelsko, tak jak powinno być, zdecydowałem się dołączyć i wspólnie zmieniać Polskę na lepsze.

Reklama
Reklama

Wiele osób mnie ostrzegało, że jak się przekroczy granicę i wkroczy w politykę, to nie ma już odwrotu. Że świat polityki jest zły i mroczny jak Mordor rządzony przez Saurona. Na zewnątrz są liczne narody, żyjące w pokoju, a z Mordoru, za pośrednictwem telewizora, atakuje ich horda nienawiści i plugastwa.

Cóż, nie musiałem długo czekać, żeby się o tym przekonać. Natychmiast przestano mnie zapraszać w roli komentatora do mediów, które mają masową oglądalność. Pojawiły się szkalujące mnie artykuły w prasie. Jednak najbardziej zdziwiłem się, jak w debacie z posłem Szejnfeldem usłyszałem takie zdanie: „Jak profesor Rybiński był ekspertem, to wierzyłem w to, co mówi, ale teraz, skoro zajął się polityką, to już nie jestem pewien".

Niechcący, podświadomie, poseł wystawił sobie i innym politykom Platformy Obywatelskiej nie najlepsze świadectwo, czyli standardem jest mataczenie w mediach i takim standardem mierzą innych. Ja poglądów gospodarczych nie zmieniłem w ciągu roku, więc poseł chciał mi przyłożyć w mediach, a obsmarował swoją partię.

Ale to nie było najgorsze, bo zostałem uprzedzony o klimacie Mordoru i się tego spodziewałem. Zresztą gdy ktoś mnie atakuje, to staram się oddać dwa razy silniej, taka zasada chłopaka urodzonego i wychowanego na warszawskiej Pradze.

Najgorsze było to, że decydując się na rolę polityka, trzeba jakby zgłupieć, stać się mniej inteligentnym, przestać się zajmować ważnymi dla kraju sprawami, tylko mówić o tym, co jest akurat tematem dnia. Czy widziałem, jak ważny minister wdepnął w kupę i jakie jest moje oficjalne stanowisko w tej sprawie? Jak skomentuję komentarz posła A do komentarza posła B w sprawie ekscesów posła C?

Im bardziej zagłębiam się w praktyczne aspekty demokracji, z tym większym przerażeniem stwierdzam, że stworzyliśmy systemowego potwora. O zwycięstwie nie decyduje program, bo nikt tego nie czyta i się tym nie interesuje.

Reklama
Reklama

Ważne są wygląd, pewność siebie, zaskoczenie przeciwnika sprytnym posunięciem, kolor krawata, sprawność partyjnych trolli w spamowaniu na Facebooku, kontrola nad mediami, żeby nasi byli ładnie pokazani –  uśmiechnięci, a tamci źle – spoceni.

Teraz widzę, że podjąłem słuszną decyzję. Trzeba dokonać poważnych zmian systemowych, aby do władzy trafiali mądrzy ludzie, a nie ci, którzy najlepiej dobiorą kolor koszuli i krawata.

Mam nadzieję, że po tegorocznych wyborach w Senacie będzie dość mądrych ludzi, żeby takie zmiany prawa zainicjować.

Autor jest profesorem i rektorem Uczelni Vistula oraz szefem zespołu programowego i kandydatem do Senatu ruchu społecznego Obywatele do Senatu

Materiał Promocyjny
Lokaty mobilne: Nowoczesny sposób na oszczędzanie
Ekonomia
KGHM optymalizuje zagraniczny portfel
Ekonomia
Apelują do Orlen Termika. Chodzi o zamówienia dla dostawców spoza UE
Ekonomia
PGE odstąpiła od ważnej umowy. Naliczono wysokie kary
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama