Po krótkiej korekcie polskie obligacje skarbowe ponownie znalazły się w spektrum zainteresowania inwestorów. Za ten ruch mogą odpowiadać inwestorzy zagraniczni, którzy dostrzegli relatywną wartość polskich papierów w stosunku do obligacji innych krajów europejskich. Nie bez znaczenia jest także zupełny brak presji inflacyjnej w naszym kraju, co pozwala kolejnym członkom RPP na komunikowanie swojego luźnego nastawienia w polityce pieniężnej.
Tendencja w naszym kraju prawdopodobnie będzie uzależniona od tego, co się wydarzy na rynkach rozwiniętych, a w szczególności na rynku niemieckim. Jeśli rentowność papierów naszego zachodniego sąsiada w dalszym ciągu będzie spadała, to polskie obligacje powinny zyskiwać. Należy jednak wziąć pod uwagę, że rentowność obligacji dziesięcioletnich w Niemczech wynosi ok. 1 proc., ?a dwuletnie obligacje dziesięciu europejskich krajów zapewniają inwestorom ujemną rentowność do wykupu. Przy takim poziomie trudno być optymistą, a ryzyko odwrócenia trendu staje się większe niż prawdopodobieństwo kontynuacji hossy.
Sygnału do zakończenia hossy spodziewam się ze strony banków centralnych: amerykańskiej Rezerwy Federalnej oraz EBC. W USA rentowność obligacji już zaczęła się podnosić, ale w Europie cały czas jest na historycznie niskim poziomie, wspieranym przez ultraluźną politykę monetarną. Jak długo jeszcze to potrwa, niestety trudno oszacować.
W perspektywie najbliższego roku spodziewałbym się wyników funduszy dłużnych uniwersalnych inwestujących w Polsce w okolicach 2–3 proc.
Dawid ?Błaszczyk, kierownik zespołu obsługi ?rynków zagranicznych DM BOŚ
Na większości światowych giełd mamy do czynienia z rozpoczynającą się lub trwającą korektą notowań. W związku z zamieszaniem geopolitycznym trudno określić długość trwania i głębokość spadków. Jednak ?z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że przed końcem roku rynki powrócą jeszcze do zwyżek.
Wśród rynków rozwiniętych nadal najlepsze powinny być giełdy w Stanach Zjednoczonych. Po krótkiej korekcie raczej powrócą one do zwyżek, ponieważ amerykańska gospodarka ma silne podstawy do dalszego rozwoju, a jedynym niebezpieczeństwem na horyzoncie jest nieuniknione rozpoczęcie procesu podwyżek stóp procentowych w USA. Europa, choć zaczął się proces skupowania aktywów przez Europejski Bank Centralny, nie jest w stanie dogonić USA i jeżeli będziemy mieli do czynienia ze zwyżkami na europejskich giełdach, to będą one mniej dynamiczne niż za oceanem. Jeśli chodzi o rynki wschodzące, to warto zerknąć w stronę Ameryki Południowej. Tam liderami wydają się być Brazylia i Meksyk, których gospodarki są najmocniejsze ?i jednocześnie mają najlepsze perspektywy wzrostu. Spośród krajów tego rejonu w dalszym ciągu należy unikać Argentyny. W Azji powrotu do trendu wzrostowego należy oczekiwać w takich krajach emerging markets jak Wietnam czy Filipiny. Rynek indyjski po dużym wzroście w okresie wakacyjnym przechodzi płytką korektę w porównaniu z innymi rynkami tego regionu, co świadczy o potencjale wzrostowym. Z ostrożnością podchodziłbym do Chin. Z ogólnie znanych powodów unikałbym także rynku rosyjskiego.