Nastrojami na rynkach wschodzących (i ogólnie na światowych rynkach) rządził w zeszłym tygodniu Brexit. I wygląda na to, że również będzie dawał o sobie znać w nadchodzących dniach. W czwartek wszak Brytyjczycy będą głosować, czy chcą pozostać w Unii Europejskiej. Zależnie od wyniku, rynki czeka albo mniejszy lub większy szok, albo ulga. Miniony tydzień przyniósł większości rynków wschodzących głównie przecenę. Inwestorzy pozbywali się wszak aktywów uznawanych za bardziej ryzykowne i uciekali do „bezpiecznych przystani", takich jak dolar, jen czy niemieckie obligacje.

Wśród bardziej wyprzedawanych akcji znalazły się polskie. W czwartek WIG20 stracił ponad 2 proc. W piątek odrabiał część strat, gdyż m.in. kampanię przed brytyjskim referendum zawieszono na jeden dzień ze względu na zabójstwo deputowanej brytyjskiej Partii Pracy.

To, że wcześniej wyprzedaż dotknęła takich rynków, jak: Polska, Czechy i Węgry, było m.in. związane z tym, że inwestorzy oczekują, że państwa Europy Środkowo-Wschodniej znajdą się w grupie poszkodowanych przez Brexit. Wyjście Wielkiej Brytanii z UE oznaczałoby bowiem, że zmniejszy się dostępna dla nich pula pieniędzy z Brukseli. Jeśli w nadchodzących dniach w sondażach zaczną zdobywać przewagę przeciwnicy Brexitu, to będzie działało na korzyść rynków akcji Europy Środkowo-Wschodniej.

– Na rynkach panuje teraz duża zmienność – mówi William Jackson, ekonomista z firmy badawczej Capital Economics. – Pod koniec tygodnia inwestorzy mogli się zorientować, że ich reakcja na sondaże dające przewagę zwolennikom Brexitu była przesadzona, gdyż dla większości rynków wschodzących skutki ewentualnego wyjścia Wielkiej Brytanii z UE będą ograniczone. Zmniejszyły się oczekiwania co do tego, że Fed będzie w nadchodzących miesiącach zacieśniał politykę pieniężną, a korzyści z tej zmiany powinny wkrótce zacząć być odczuwalne dla rynków wschodzących – dodaje Jackson.

W cieniu Brexitu znalazła się Grecja (która stała się w wyniku kryzysu rynkiem wschodzącym), a grecki rynek dał w piątek inwestorom nieźle zarobić. ASE, główny indeks giełdy w Atenach, zyskiwał w ciągu dnia ponad 4 proc. Inwestorzy reagowali w ten sposób na odblokowanie przez UE i MFW transzy pomocy finansowej wartej 7,5 mld euro. Ta euforia jest oczywiście zbudowana na kruchych podstawach. Zapewne za kilka miesięcy będziemy mieć kolejną odsłonę niekończącego się greckiego kryzysu zadłużeniowego, według scenariusza przerabianego od sześciu lat.

Zadziwiająco dobrze radziła sobie również w minionym tygodniu giełda chińska. Indeks Shanghai Composite zyskał 1,8 proc. Doszło do tego mimo wielkiego rozczarowania, jakim było niewłączenie przez firmę MSCI chińskich akcji do jej indeksów. MSCI uznała, że papiery z Chin kontynentalnych jeszcze nie zasługują na to, by znaleźć się w składzie indeksu MSCI Emerging Markets. Przeszkodą są głównie chińskie regulacje, a szczególnie obowiązująca w ChRL kontrola przepływu kapitału. Rozczarowanie było tym większe, że do indeksu MSCI Emerging Markets włączono papiery z Pakistanu.