- To niedopuszczalne i skandaliczne - tak o decyzji rządu mówi Marek Lewandowski, rzecznik "Solidarności".

I dodaje, że nastroje wśród pracowników już teraz są bojowe, a atmosfera z czasem tylko będzie gęstniała. Lewandowski zdradza, że w regionach już zaczęły się spory zbiorowe z pracodawcami, czyli w wielu przypadkach z samorządami. To one często bowiem są organami prowadzącymi np. szkoły - pisze Business Insider Polska.

Powód? Jeden komunikat, który rząd wydał w czerwcu tego roku. "Rada Ministrów proponuje średnioroczny wskaźnik wzrostu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej w 2022 r. w wysokości 100 proc. w ujęciu nominalnym" - czytamy w nim.

To oznacza po prostu zamrożenie wynagrodzeń. I to drugi rok z rzędu. O ile w ubiegłym roku mimo protestów urzędnicy zrozumieli konieczność oszczędności ze względu na pandemię, o tyle w tym roku aż tak wyrozumiali nie są.

Związkowców najmocniej denerwuje fakt, że przy zamrożeniu płac w budżetówce urzędnicy skazani są de facto na obniżkę realnych wynagrodzeń. Wszystko przez inflację, która w ostatnich miesiącach znacznie przyspieszyła - pisze Business Insider Polska.

Ministerstwo Finansów zdaje się jednak tego nie zauważać, bo argumenty o rosnących cenach nie przekonują resortu do odmrożenia wynagrodzeń. Dyskusje na ten temat toczyły się m.in. podczas ostatniego posiedzenia Rady Dialogu Społecznego. Tam wiceminister finansów Piotr Patkowski przekonywał, że rząd nie ugnie się i nie odmrozi wynagrodzeń w budżetówce.

Związkowcy nie dogadali z przedstawicielami pracodawców także ws. wysokości płacy minimalnej w 2022 r. Rząd zaproponował, by wynosiła ona 3 tys. zł, co było zbieżne z postulatami pracodawców, ale związkowcy chcieli mocniejszej podwyżki. Brak porozumienia oznacza, że rząd samodzielnie wskaże poziom przyszłorocznej płacy minimalnej.

Podniesienie płacy minimalnej to poniekąd jedyna szansa na podwyżki dla wielu przedstawicieli budżetówki. Pensje na "państwowym" w ostatnich latach zostały bardzo daleko w tyle.

Marek Lewandowski zwraca uwagę w rozmowie z Business Insider Polska, że wynagrodzenia na rynku już dawno "odjechały" tym, które oferują np. samorządy.

Oszczędzanie na wypłatach ma jednak opłakane skutki, czyli brak chętnych do pracy w administracji publicznej i - co za tym idzie - gorszą jakość obsługi obywateli.