Rz: SGH ponownie wygrała ranking najlepszych uczelni i wydziałów ekonomicznych. Zaskoczyło to pana?

Marek Rocki: Niekoniecznie. Jesteśmy najstarszą uczelnią ekonomiczną w Polsce, a tradycja zobowiązuje. Mamy też, na tle innych uczelni ekonomicznych, relatywnie małą liczbę studentów, za to stosunkowo dużą liczbę nauczycieli akademickich. Powoduje to niejako automatycznie, że jakość nauczania jest wyższa. Co więcej, wielu wykładowców pracuje jednocześnie w różnych instytucjach publicznych i biznesie. Warto tu pochwalić się, że po raz kolejny mamy tzw. koronę finansów. Bo prezes Giełdy Papierów Wartościowych, prezes Narodowego Banku Polskiego oraz prezes Komisji Nadzoru Finansów to nasi pracownicy.

Czyli wykładowcy są nie tylko nauczycielami teoretykami, ale przede wszystkim praktykami rynkowymi?

To bardzo istotne. Wiedza naszych nauczycieli nie pochodzi tylko z podręczników, ale również z codziennej praktyki. Studenci mają więc na bieżąco dostęp do aktualnej wiedzy o powstających problemach i metodach, jak te problemy rozwiązać. Tym samym nasi absolwenci są rozchwytywani przez pracodawców.

Badania losów absolwentów pokazują, że absolwenci SGH szybko znajdują pracę i to zwykle dobrze płatną. Poprawa koniunktury na rynku pracy coś tu jeszcze zmieniła?

Rzeczywiście, nasi absolwenci nigdy nie mieli problemów z odnalezieniem się na rynku pracy i teraz jest podobnie. Chociaż nie po wszystkich kierunkach jest tak samo dobrze. Po takich kierunkach jak ekonomiczna analiza prawa, metody ilościowe i systemy informacyjne, finanse czy rachunkowość bezrobocie wśród absolwentów jest zerowe. Znajdują pracę natychmiast po uzyskaniu dyplomu i uzyskują pensję rzędu 7 tysięcy złotych w ciągu pierwszego roku po ukończeniu studiów. Trochę słabiej jest z ekonomią i ze stosunkami międzynarodowymi. Ale trochę słabiej – oznacza kilka tygodni poszukiwania pracy. Takie wyniki nie są jednak powszechne wśród uczelni ekonomicznych. Są i takie szkoły, które wprawdzie kształcą na kierunkach ekonomicznych, lecz bezrobocie wśród ich absolwentów jest znaczące, a ich pensje nie sięgają tysiąca złotych.

Czy to kwestia jakości nauczania, czy na przykład słabości lokalnego rynku pracy?

Moja teza jest taka, że ekonomiści mają się najlepiej na rynku pracy, jeśli kończą kierunki ekonomiczne na uczelniach ekonomicznych. Bo kierunki ekonomiczne są dzisiaj wszędzie, na politechnikach, w uczelniach rolniczych czy przyrodniczych. Tymczasem pracodawcy w sposób naturalny za ekonomistę uznają absolwenta uczelni ekonomicznej. Powszechnie uważa się, że absolwent politechniki to inżynier, więc jeśli ma dyplom ekonomisty, to nie jest do końca rozpoznawalny dla pracodawcy.

Po drugie jest naturalne, że studenci uczą się przedsiębiorczości przez osmozę. W SGH wszystko jest powiązanie z przedsiębiorczością i ekonomią. Nauki polityczne tak, ale związane z ekonomią, geografia to ekonomia w przestrzeni, historia to ekonomia w czasie, natomiast matematyka to nauka o tym, jak stosować odpowiednie narzędzia w ekonomii.

Chyba jako jedyna uczelnia w Polsce wprowadziliście dodatkowy egzamin wstępny, z przedsiębiorczości. Czy wpłynęło to na jakość kandydatów?

Będziemy to mogli przeanalizować po pierwszej sesji, bo egzamin odbył się po raz pierwszy dopiero w tym roku. Ale najważniejsze jest to, że takie dodatkowe kryterium wejścia udało się wprowadzić. Chcemy bowiem mieć pewność, że studentami SGH staną się tylko ci, którzy dobrze są przygotowani i interesują się sprawami ekonomii jeszcze przed rozpoczęciem studiów.

A jak pan widzi rynek pracy za 20 lat? Czy maszyny zastąpią pracę człowieka?

W niektórych pracach, które można zautomatyzować, ewidentnie tak. Ale ciągle najważniejsze decyzje będzie podejmować człowiek. Poza tym nawet sztuczną inteligencję trzeba będzie oprogramować czy nadzorować. Na rynku pracy za 20 lat informatycy na pewno będą potrzebni.

A ekonomiści?

Absolwenci kierunków ekonomicznych zajmują się także marketingiem, zarządzaniem, w tym także zarządzaniem ludźmi. Nie wyobrażam sobie, by maszyny mogły zarządzać ludźmi. Robotyzacja niewątpliwie wiele zmieni w obszarach technicznych, tak jak kiedyś linie produkcyjne w fabrykach Forda wyeliminowały tam proste czynności fizyczne. Jednak w wielu obszarach ingerencja człowieka ciągle będzie konieczna.

Dopytuję, bo zastanawiam się, czy szkoły mogą dzisiaj przygotować studentów na te nowe czasy?

Naszych absolwentów przygotowujemy do tego, by potrafili się uczyć przy zmianie sytuacji na rynku pracy i przy zmianie zawodu. W inny sposób trudno sobie to przygotowanie wyobrazić. Programy studiów są aktualizowane, ale trudno jest napisać taki, który będzie nadal aktualny dla zawodów za 20 lat. Trzeba więc przygotowywać studentów w taki sposób, by sami potrafili zaktualizować swoją wiedzę, dostosować się do nowych wymagań.

Czy dzisiaj SGH uczy swoich studentów tzw. kompetencji miękkich, które są bardzo pożądane przez pracodawców? Mówił pan o umiejętności uczenia się, ale chodzi też o współpracę w grupie, komunikowanie się?

Mamy to utrwalone w naszej kulturze organizacyjnej. Od 1990 r., gdy zlikwidowaliśmy wydziały, zniknęły grupy dziekańskie, czyli grupy studentów tworzonych de facto przypadkowo. U nas na każdych zajęciach studenci są w innym zestawie osób, bo sami wybierają zajęcia i wykładowców. A że naturą człowieka jest to, że każdy chce być w jakiejś grupie, to studenci zaczęli współdziałać, zrzeszać się wewnątrz SGH. Dziś mamy kilkadziesiąt aktywnych kół naukowych w różnego rodzaju organizacji studenckich. W ten sposób uczą się projektowania i organizacji swoich przedsięwzięć, dowiadują się, jak negocjować i jak znaleźć sposób ich finansowania, bo uczelnia nie jest na tyle bogata, by na wszystko pozwolić. Muszą też nauczyć się komunikacji pomiędzy sobą i z otaczającym światem. Gdy na początku lat 90. wprowadzaliśmy tę reformę, idea nauki tak potrzebnych kompetencji miękkich nie była do końca uświadomiona, ale szybko okazało się, że to najlepsza praktyczna nauka.

Badania pokazują, że młode pokolenie, studenci, nie chce być liderami, prezesami, nie chce zajmować eksponowanych stanowisk. Wolą być specjalistami, ekspertami w swojej dziedzinie...

Ależ to w ogóle nie jest przypadek SGH! Nasi studenci są bardzo przedsiębiorczy, aktywni, nastawieni na sukces. Mamy około dwóch tysięcy różnych wydarzeń rocznie, m.in. związanych z targami pracy i aktywnością różnych kół i grup studenckich, a ogromną większość z nich organizują sami studenci. Wielu naszych uczniów podejmuje pracę już w trakcie studiów – pracę w różnej formie. Działa też u nas ponad 200 startupów. Właśnie ze względu na energię naszych studentów jesteśmy tak atrakcyjni dla dla naszych partnerów – firm zrzeszonych w klubie, który właśnie obchodzi swoje dwudziestolecie.

Zresztą powtarzam takie hasło, że SGH kształci liderów i pracodawców, a nie pracobiorców. Absolwenci naszej uczelni zajmujący eksponowane stanowiska rozsiani są po całym świecie. Ostatnio odwiedzał nas obecny minister spraw zagranicznych Japonii, który był studentem SGPiS. Ciekawe, że jako student, w USA, spotkał się z Lechem Wałęsą, a po tej wizycie został aresztowany przez milicję. Ale dobrze wspomina ten okres, pamięta słowo pączek po polsku. W ostatnich dniach dowiedziałem się, że aktualny minister finansów w Rwandzie to także absolwent SGH. Jestem bardzo dumny z naszej uczelni.

1. Szkoła Główna Handlowa w Warszawie

Najstarsza i najbardziej znana uczelnia ekonomiczna w Polsce, która powstała w 1906 r., od początku swej działalności kształci kadry dla rodzimej gospodarki. Jakość tego kształcenia potwierdzają wyniki naszego rankingu, w którym trzeci rok z rzędu Szkoła Główna Handlowa zajęła pierwsze miejsce. Jako jedyna uczelnia ekonomiczna w Polsce SGH uczestniczy w CEMS (The Global Alliance in Management Education) – międzynarodowym sojuszu 31 szkół biznesu, partnerów korporacyjnych i społecznych. Współorganizowany przez SGH program CEMS Master's in International Management utrzymał w tym roku dziewiąte miejsce wśród 100 najlepszych w świecie studiów magisterskich z zarządzania w rankingu „Financial Times". W tym zestawieniu SGH poprawiła też znacząco notowania własnych studiów z zarządzania, awansując na 59. miejsce z 68. przed rokiem. Renoma uczelni wspierana przez międzynarodowe akredytacje (ACCA, AMBA, CEEMAN, CeQuInt-ECA) przyciąga nie tylko studentów z Polski, ale i z zagranicy. W SGH, gdzie na studiach I i II stopnia uczy się prawie 12 tys. osób, studiuje 1150 cudzoziemców z 76 krajów. Uczelnia może się też pochwalić liczną grupą wpływowych absolwentów. Wśród nich są m.in. Leszek Balcerowicz, Danuta Hübner, Grzegorz Kołodko, Dariusz Rosati, prezes GPW Marek Dietl i prezes NBP Adam Glapiński.

2. Akademia Leona Koźmińskiego

Czołowa niepubliczna uczelnia ekonomiczna w ciągu 25 lat działalności wypracowała sobie mocną pozycję nie tylko w Polsce, ale także w światowej lidze szkół biznesu. Pomogło jej w tym uzyskanie czterech najważniejszych akredytacji międzynarodowych, w tym tzw. triple crown (AACSB, EQUIS, AMBA) oraz CEEMAN, jak również wysokie miejsca w prestiżowych rankingach brytyjskiego dziennika „Financial Times".

W tym roku ALK awansowała na 20. miejsce wśród 100 szkół biznesu z najlepszymi w świecie studiami z zarządzania i zajęła 17. miejsce w globalnym rankingu studiów magisterskich z finansów (wśród 65 uczelni). Uplasowała się również w złotej setce szkół biznesu, które mają najlepsze w świecie studia menedżerskie EMBA (na 74. miejscu). Po 25 latach istnienia uczelnia ma już 50 tys. absolwentów, w tym 5 tysięcy z programów MBA.

ALK od początku swojej działalności (powstała wiosną 1993 r.) stawiała na umiędzynarodowienie kształcenia, które dzisiaj jest jedną z jej najsilniejszych stron. Dobre wyniki w międzynarodowych rankingach zapewniają rozpoznawalność uczelni w świecie i rosnącą liczbę studentów z zagranicy. W roku akademickim 2017/2018 w „Koźminskim" uczyło się 1,5 tys. cudzoziemców z ponad 60 krajów. Na kierunkach anglojęzycznych 60–70 proc. studentów to obcokrajowcy.

3. Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu

Jedna z najstarszych i najbardziej znanych uczelni ekonomicznych w Polsce działa od 1926 r., rozwijając wszystkie formy kształcenia akademickiego. Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu za swoją najmocniejszą stronę uważa połączenie ponad 90-letniej tradycji kształcenia ze stałym kontaktem z biznesem. Od 15 lat na uczelni działa Klub Partnera UEP. Jest to grono pracodawców, często firm o międzynarodowym zasięgu, którzy blisko współpracują z uczelnią. Działa też przy niej Spółka Celowa UEP specjalizująca się w projektach rozwojowych. Ta jedyna spółka celowa powstała przy publicznej uczelni ekonomicznej w latach 2014–2017 zrealizowała 132 projekty dla 82 przedsiębiorstw i instytucji publicznych.

Obecnie Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu kształci studentów na 18 kierunkach (w tym pięciu w języku angielskim), w pięciu dyscyplinach naukowych: ekonomii, informatyce, gospodarce międzynarodowej, naukach o zarządzaniu i towaroznawstwie. Około 70 kierunków studiów podyplomowych (w tym dwa programy MBA) oferuje natomiast Centrum Edukacji Menedżerskiej UEP. Poznańska uczelnia, która posiada międzynarodowe akredytacje AMBA, CEEMAN IQA i CFA Institute, stawia też na umiędzynarodowienie swoich studiów. Około 4 proc. studentów pełnych studiów na poznańskiej uczelni to obcokrajowcy.