Według Gildii Reżyserów Polskich globalna pandemia sparaliżowała środowisko filmowe. „Reżyserom, aktorom, ekipom technicznym oraz setkom firm, które funkcjonują dzięki przemysłowi filmowemu, grozi zapaść" – napisali reżyserzy w apelu do nadawców telewizyjnych.

Proszą stacje, aby nadawały priorytetowo polskie filmy fabularne, dokumentalne, krótkometrażowe, animowane, eksperymentalne oraz autorskie programy telewizyjne (Teatr Telewizji, seriale).

W czasie epidemii wstrzymane zostały produkcje filmowe, a kina odprowadzające część opłat z biletów na rzecz twórców (do Stowarzyszenia Autorów ZAiKS i Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej) są zamknięte.

Czytaj także:  Empik sprzedaje więcej książek w czasie epidemii 

GRP uważa, że zwiększenie emisji polskich filmów w telewizji to rozwiązanie proste, ponieważ nadawcy mają duży katalog tytułów. Z podobnym apelem wystąpili wcześniej Janusz Fogler, szef ZAiKS, i Jacek Bromski, szef Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Co na to stacje?

– Nie trzeba nas namawiać do emitowania polskich filmów i seriali. Te produkcje są chętnie oglądane przez naszych widzów i emitujemy ich dużo na naszych antenach oraz online. Jednocześnie podejmujemy dodatkowe działania, aby nasza ramówka nadal była zasobna w polskie tytuły. Przykładem może tu być serial „Usta usta", gdzie staramy się w trybie nadzwyczajnym przyspieszyć podpisanie umowy licencyjnej, aby w kwietniu udostępnić go widzom Playera, a następnie zamierzamy pokazać go w TVN 7 – mówi Bogdan Czaja, zastępca dyrektora programowego TVN.

– Będziemy starali się wygospodarować jak najwięcej miejsca na rodzime produkcje na antenach TVP, tak by przyniosło to największą możliwą korzyść polskiej sztuce i polskim widzom – zapewnia biuro rzecznika TVP. Jak podaje, w lutym i marcu Telewizja Polska wyemitowała łącznie aż 3093 godziny polskich filmów, seriali i animacji.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już jutro, oglądaj relację z Gali wręczenia nagród na rp.pl

Dowiedz się więcej

Według Moniki Piętas-Kurek, rzeczniczki PISF, którego dyrektor Radosław Śmigulski podpisał się pod apelem GRP, na efekty listów do nadawców trzeba zaczekać kilka tygodni. Informuje, że twórcy otrzymają wsparcie ustawowe. O co dokładnie chodzi – nie podaje.

Przy PISF powstał zespół kryzysowy, który wypracowuje własne propozycje rozwiązań.

– W dużym uogólnieniu rozwiązania dotyczą sytuacji bieżącej. Chodzi o uruchomienie funduszu socjalnego dla najbardziej potrzebujących twórców, uelastycznienie terminów, zwiększone zaliczkowanie dotacji, monitoring rynku audiowizualnego, umożliwienie pierwszej eksploatacji filmów na platformach VoD, a przede wszystkim przesunięcie funduszy PISF w kierunku prac przygotowawczych oraz scenariuszowych, tak aby okres pandemii nie był bezproduktywny – mówi Piętas-Kurek.

Jak podaje Piętas-Kurek, zespół kryzysowy przygotowuje też plan na okres restartu branży. Obejmuje on m.in. próbę pozyskania kredytowania dla produkcji, wprowadzenia powszechnych ubezpieczeń od skutków epidemii w przyszłości, przygotowanie kampanii „Powrót do kina" oraz koordynację terminów produkcji i festiwali.

– Cały pakiet będzie znany przed Świętami Wielkanocnymi – dodaje rzeczniczka PISF.

Chyba dość nieoczekiwanie dla PISF w poniedziałek Związek Autorów i Producentów Audiowizualnych (ZAPA) podał, że współtworzy fundusz socjalny, o którym informuje PISF. „O stypendium będą mogli się ubiegać członkowie stowarzyszenia, którzy reprezentują nierepartycyjne profesje, zwracając się bezpośrednio do SFP, a pozostali do PISF" – podano.

Profesje nierepartycyjne to m.in. charakteryzatorzy, reżyserzy castingu, kierownicy produkcji, drudzy reżyserzy, oświetlacze czy kaskaderzy.

W słabszej sytuacji wydają się być twórcy muzyki.

– Zamknięte zostały nie tylko kina, teatry czy sale koncertowe, ale także restauracje, kawiarnie, kluby taneczne, kluby fitness i inne lokale, które w normalnych warunkach odtwarzają muzykę i wnoszą za to opłaty. Miejsca te zostały czasowo zwolnione z opłat i trudno przewidzieć, jak długo potrwa ta sytuacja – mówi Janusz Fogler. Szef ZAiKS-u informuje, że organizacja szacuje straty członków z tytułu tantiem na około 3 mln zł tygodniowo.

– Należy pamiętać, że dla wielu autorów tantiemy z tytułu publicznych wykonań i odtworzeń są głównym źródłem utrzymania. Dlatego przede wszystkim intensywnie zabiegamy o uwzględnienie potrzeb twórców w antykryzysowych ustawach rządu. Równolegle pracujemy nad rozwiązaniami finansowymi, które zminimalizowałyby straty autorów otrzymujących tantiemy za pośrednictwem ZAiKS-u – mówi Janusz Fogler.

ZAPA i ZAiKS informują od kilku tygodni, że ich członkowie mogą ubiegać się o zaliczki na poczet wypłat przyszłych tantiem.