Jak pisaliśmy w ubiegłym tygodniu, unijna komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes w liście do polskiego ministra skarbu datowanym na 28 stycznia stwierdziła, że ma obawy co do realizacji kilku wytycznych KE związanych ze specustawą stoczniową.
Dotyczą one głównie sposobu podziału aktywów stoczni (zgodnie z wytycznymi Brukseli ma on wykluczać możliwość ich sprzedaży w całości) oraz nowej pomocy publicznej dla zakładów. W piśmie padło też ostrzeżenie, że w przypadku niezrealizowania przez Polskę wytycznych Brukseli, KE może wystąpić do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości lub zażądać zwrotu pomocy publicznej od nabywców stoczniowego majątku.
– Po tych doniesieniach postanowiliśmy zestawić dotychczasowe wypowiedzi pani komisarz i udowodnić, że sama sobie zaprzecza – mówi „Rz” Marek Lewandowski, rzecznik Stoczni Gdynia. – Jeszcze w ubiegłym roku pisała do nas, że rozumie trudną sytuację pracowników stoczni i przedkłada polskiemu rządowi propozycję rozwiązania, które zapewni stoczniom stabilną przyszłość gospodarczą i trwałe miejsca pracy. A także, że nowi właściciele mogliby kontynuować działalność gospodarczą na terenie stoczni i zatrudnić nawet więcej pracowników niż w przypadku planów restrukturyzacji przedłożonych KE przez niedoszłych inwestorów.
„Wyrażamy żal, że Pani Komisarz udaje, iż nie posiada wiedzy i świadomości, iż tylko stocznie w ruchu, kontynuujące produkcję i zachowujące nawet ograniczony kapitał ludzki, mogą być atrakcyjne dla potencjalnego nabywcy” – czytamy w liście. „Należy w związku z tym oczekiwać, że dla Pani pełnej satysfakcji pozostanie wydanie jeszcze negatywnej decyzji wobec Stoczni Gdańsk” – dodają stoczniowcy.
Dlaczego „Solidarność” pisze do unijnej komisarz, a nie do Ministerstwa Skarbu, od którego zależy, jak realizowana jest specustawa? – Nasze oczekiwania wobec rządu już sprecyzowaliśmy. Są one niezmienne: renegocjacja specustawy i zaoferowanie wsparcia kontrahentom stoczni, podobnie jak robią to wobec swoich firm rządy innych krajów. Specustawa była przyjmowana jeszcze przed kryzysem, od tamtego czasu wiele się zmieniło – zaznacza Lewandowski.