Reklama
Rozwiń
Reklama

Nasza żywność w Chinach

W 2010 roku granice dla naszych firm powinny otworzyć Chiny, Stany Zjednoczone, Maroko i Brazylia. Ze względu na dużą konkurencję i kurs złotego o szybki sukces może być tam jednak trudno

Publikacja: 01.02.2010 02:26

Nasza żywność w Chinach

Foto: AFP

– Spodziewamy się, że jeszcze w tym kwartale służby chińskie przeprowadzą kontrole w polskich zakładach drobiarskich – mówi „Rz” Krzysztof Jażdżewski, zastępca głównego lekarza weterynarii. Ich wizyta zakończy niemal trzyletni okres ubiegania się przez nasze firmy o wejście na tamtejszy rynek. Kontroli chce się poddać ok. 20 zakładów.

Ze względu na wielkość i szybki rozwój chińskiego rynku chcą tam eksportować nie tylko drobiarze. Na otwarcie granic czekają także producenci wieprzowiny, np. grupa Sokołów. Zaistnieć chcą tam również producenci wódek, m.in. czołowe firmy alkoholowe w Polsce: CEDC i Belvedere.

Na razie udział Chin w polskim eksporcie rolno-spożywczym nie przekracza 2 proc. Jednak w ciągu trzech kwartałów 2009 r. były one jednym z niewielu krajów, gdzie zwiększyliśmy sprzedaż, i to aż ok. 25 proc. Tymczasem, według wstępnych szacunków, w 2009 r. łączna sprzedaż zagraniczna naszych produktów żywnościowych i rolnych spadła o niemal 9 proc. ok. 10,4 mld euro.

Kolejnym krajem, który otworzy swoje granice dla mięsa i mleka z Polski, powinno być Maroko. Może się to stać jeszcze w tej połowie 2010 r. W tym roku także polskie firmy drobiarskie powinny otrzymać certyfikaty eksportowe ze Stanów Zjednoczonych. Natomiast Brazylia może się otworzyć na nasze przetwory mleczarskie.

– Szukanie nowych rynków zbytu jest konieczne, ponieważ kraje Unii, gdzie sprzedajemy najwięcej, same borykają się z nadwyżkami żywności. Nie jest więc możliwe, aby udawało się nam nieustannie zwiększać tam dostawy – uważa Waldemar Broś, prezes Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich. Udział Wspólnoty w eksporcie polskiej żywności wynosi ok. 80 proc. Najwięcej sprzedajemy do Niemiec. Pochodzi stamtąd niemal co piąte euro pozyskane przez nas z eksportu artykułów rolno-spożywczych. O szybki sukces na nowych rynkach może być jednak trudno. Przekonały się o tym polskie zakłady mleczarskie, które nie się muszą ubiegać już o certyfikaty eksportowe do Chin. Swoje produkty sprzedają tam nadal nieliczne firmy.

Reklama
Reklama

– Barierami rozwoju eksportu do Chin są wysokie koszty transportu oraz fakt, że w porównaniu ze światowymi potęgami mleczarskimi, jak np. Nowa Zelandia, nasze ceny nie są konkurencyjne – uważa Sławomir Stepulak z Zespołu Monitoringu Zagranicznych Rynków Rolnych FAMMU/FAPA. Ponadto nie mamy dostatecznych funduszy na m.in. promocję za granicą. Konrad Pazgan, wiceprezes grupy Konspol, czołowej firmy drobiarskiej w Polsce, uważa, że największym problemem dla polskich firm w zdobywaniu nowych rynków jest obecnie silny złoty. – Biorąc pod uwagę dużą konkurencję i niewielkie marże w Stanach Zjednoczonych przy obecnym kursie eksport jest na granicy opłacalności – mówi Pazgan.

Konspol stara się jednak o certyfikaty eksportowe do Stanów Zjednoczonych i Chin. Na rynek chiński mięso drobiowe chce sprzedawać także notowany na GPW Indykpol.

Nasz udział w unijnym eksporcie rolno-spożywczym wynosi ok. 3,5 proc. Daje nam to dziesiąte miejsce wśród krajów Unii Europejskiej. Pierwsze miejsce zajmuje Holandia (ok. 20 proc.). Kolejne są Niemcy (16 proc.), Francja (14 proc.), Belgia (10 proc.) i Hiszpania (8 proc.).

Iwona Szczepaniak z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej wylicza, że od akcesji w 2004 roku podwoiliśmy nasz udział w eksporcie UE. Jednak biorąc pod uwagę potencjał polskiej branży rolno-spożywczej, jest on nadal niewielki.

Biznes
Europa stawia na niezależność, Polacy znikają z sieci, podatki dochodowe w UE
Biznes
Od edukacji do transformacji – forum NFOŚiGW
Biznes
Czyste Powietrze martwe? Prefinansowanie, nadużycia i miliardy bez wypłat
Biznes
Pies lub kot tylko dla bogatych. Ile wydajemy na domowe zwierzęta?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama