[b]W Polsce otwiera swoje sklepy coraz więcej luksusowych marek odzieżowych. Wkrótce będzie można wybrać się na zakupy do salonu Caroliny Herrery. Cieszy się pan?[/b]
[b]Tomasz Jacyków:[/b] Tak naprawdę nie ma jeszcze u nas sklepów z dobrami luksusowymi. Te, które się pojawiają, wchodzą na rynek za wolno. Ostatnio pojawiło się sporo butików z tzw. odzieżą aspirującą, jak np. pret-a-porter. Ale one tylko udają luksusowe dobra. Tych prawdziwych, choćby w stylu Escada, jest w Polsce tylko kilka.
[b]Jakie marki powinny się pojawić?[/b]
Myślę o markach typu Louis Vuitton. Ale nie wiem, czy powinny się pojawić w Polsce...
[b]Dlaczego?[/b]
U nas cały czas szokuje pasek za 500 zł, więc kto będzie kupował torebki za 5 tys. euro?
W Polsce ludzie nie zdają sobie sprawy, ile kosztują prawdziwe ubrania. Wszyscy chcą kupić fantastyczny T-shirt z przeceny za 300 zł. A to niemożliwe. T-shirty pierwszej linii kosztują 1500 zł.
[b]To kwestia mentalności czy braku funduszy?[/b]
Większości Polaków wydanie 1600 zł na podkoszulek nie mieści się w głowie. Ostatnio byłem na prezentacji, gdzie kryterium obecności uczestników były dochody w wysokości 100 tys. zł miesięcznie. Ludzie, którzy tam przyszli, wyglądali bardzo ubogo, panie były ubrane w sukienki za 300 zł lub poliestrowe spodnie. Oni uważają, że nie godzi się wydawać takich pieniędzy na ubrania.
[b]Może problem polega na tym, że markowe ubrania można dostać w second-handach?[/b]
Nie chodzi o to, żeby ubrać się od góry do dołu w same metki. Chodzi o to, żeby mieć swój styl. Oczywiście, że z luksusowych metek dużo łatwiej buduje się sylwetki, choćby ze względu na jakość materiałów, ale to nieprawda, że bez mety nie ma sylwety.
[i]—rozmawiała Monika Gębala[/i]