Poczta Polska na równi pochyłej. Orlen pomoże?

Finanse państwowego operatora są w coraz gorszym stanie. Choć brakuje listonoszy, firma wstrzymała zatrudnienie. Mimo podwyżek cen usług może brakować pieniędzy na premie.

Aktualizacja: 14.08.2023 06:21 Publikacja: 14.08.2023 03:00

W Poczcie Polskiej brakuje rąk do pracy.

W Poczcie Polskiej brakuje rąk do pracy.

Foto: Fotorzepa, Jakub Czermiński

W Poczcie Polskiej (PP) brakuje rąk do pracy. To m.in. efekt polityki zmniejszania zatrudnienia w spółce. Związkowcy wielokrotnie ostrzegali, że deficyt na tzw. stanowiskach eksploatacyjnych w regionach sieci to poważne zagrożenie dla jakości świadczonych usług. Kierowany przez Sławomira Redmera Związek Zawodowy Pracowników Poczty jeszcze na początku roku alarmował, że „zauważalny jest problem z zachowaniem ciągłości procesów, co skutkuje wzrostem godzin nadliczbowych, ograniczeniami w dostępie do usług oraz zaburzeniami termjnowości”.

Zarząd PP wprowadził jednak uchwałę – obowiązującą do końca lipca br. – wstrzymującą rekrutację na wakujące stanowiska i zakazującą indywidualnych podwyżek. Kilkanaście dni temu władze Poczty zdecydowały, by te obostrzenia przedłużyć do końca roku. Do tego zaostrzył się spór ze związkowcami. Jak ustaliliśmy, z końcem sierpnia do spółki ma wejść mediator.

Co z „łącznościówką”?

Kontrowersyjne uchwały PP to efekt kondycji finansowej, w jakiej znalazła się spółka. W centrali nie ukrywają, że obostrzenia mają związek ze znaczącym wzrostem kosztów funkcjonowania Poczty. Wynik netto operatora w ciągu ledwie roku skurczył się o ponad 180 mln zł. Firma rok 2022 zakończyła ze stratą prawie 5,7 mln zł, a koszty działalności operacyjnej w tym czasie skoczyły o 650 mln zł, czyli aż o 10 proc.

Związkowcy, z którymi rozmawialiśmy, wskazują, że pierwsze półrocze 2023 r. było dla spółki wręcz katastrofalne – miało przynieść ponad 200 mln zł straty brutto, a symulacje sugerowały, że na koniec roku może ona przebić nawet 700 mln zł. Spytaliśmy PP, czy to prawda. Nie uzyskaliśmy potwierdzenia tych informacji, ale biuro prasowe też im nie zaprzecza. – Poczta Polska upublicznia wyłącznie wyniki finansowe w ujęciu rocznym – ucinają jego pracownicy.

Czytaj więcej

Rząd kombinuje jak połączyć Orlen i Pocztę Polską

W każdym razie Poczta jest pod ścianą: forsowny wzrost płacy minimalnej sprawia, że sytuacja finansowa firmy jest bardzo zła. Nieoficjalnie mówi się, że zarząd ma kłopot z pozyskaniem kredytu na tradycyjną coroczną premię dla pracowników, zwaną łącznościówką. W PP zapewniają jednak, że to najważniejsze okresowe świadczenie w firmie zostanie wypłacone terminowo.

Jakby tego było mało, zaostrza się spór zbiorowy w PP. Pracownicy domagają się wzrostu wynagrodzeń (dziś 60 proc. załogi ma pensje na tym poziomie). Siedem organizacji związkowych wystąpiło o mediatora. Negocjacje z jego udziałem ruszą jeszcze w tym miesiącu.

Siedem minut pracy, żeby wysłać list

Próbując ratować sytuację, Poczta w ub.r. podwyższyła ceny usług. W konsekwencji – jak wynika z analiz Deutsche Post (DP) – znajdujemy się w czołówce krajów europejskich o najwyższych stawkach usług pocztowych. Choć nominalny koszt wysłania listu wynosi 1,02 euro (przy średniej europejskiej 1,33 euro), to uwzględniając koszty pracy oraz siłę nabywczą, okazuje się, że liczona tak cena listu nad Wisłą jest dwa razy wyższa niż ta, która widnieje na znaczku. Pod tym względem znajdujemy się na ósmym miejscu na 31 badanych rynków. Statystyczny Polak, aby zarobić na wysłanie listu, musi pracować dłużej niż większość Europejczyków – przeszło siedem minut. Dla porównania Szwajcar – dwie.

Jak wskazuje najnowszy raport DP, cena standardowego listu krajowego w ciągu ostatnich pięciu lat wzrosła w niemal całej Europie – średnio o ponad 57 proc. Na czele listy krajów o najbardziej dynamicznym wzroście znajduje się Rumunia, gdzie koszt wysłania listu krajowego od 2018 r. skoczył o 250 proc. Tuż za nią plasuje się Łotwa ze wzrostem 189 proc. Nad Wisłą w ciągu ostatnich pięciu lat koszty te również istotnie się zwiększyły, bo o połowę. Cena nominalna pozostała niezmieniona m.in. we Włoszech i w Chorwacji, zaś na Islandii stawka ta spadła względem 2018 r. o ponad 50 proc.

Czas na ratunek pod skrzydłami Orlenu

Ministerstwo Aktywów Państwowych szans na uzdrowienie Poczty upatruje w podzieleniu molocha. Wedle nieoficjalnych informacji „Rzeczpospolitej” w resorcie analizowany jest scenariusz, który zakłada, że segment związany z intratnym rynkiem KEP (kurier, ekspres, paczka) zostałby wydzielony do osobnej spółki, która miałaby trafić pod egidę paliwowego koncernu kierowanego przez Daniela Obajtka. Plan zakłada, że Orlen stworzyłby w ten sposób dużego gracza na rynku paczek, który byłby w stanie rzucić rękawicę liderom sektora – InPostowi, DPD i DHL.

W takim układzie usług publicznych (listy, e-administracja) zostałyby w Poczcie. Wiele wskazuje na to, że PP mogłaby zostać przekształcona w PPUP (Państwowe Przedsiębiorstwo Użyteczności Publicznej), jak to było niemal dwie dekady temu. To pozwalałoby dotować nierentowną działalność operatora z budżetu państwa. Przy tym warto zaznaczyć, że przygotowana przez rząd ustawa o e-administracji przewiduje wprowadzenie wieloletnich stabilnych wpływów do kasy PP jako operatora wyznaczonego, liczonych w miliardach złotych.

Janusz Konopka, prezes Speedmail, alternatywnego operatora pocztowego

Choć w przypadku Polski tempo wzrostu cen nie jest galopujące na tle Europy, to – uwzględniając czynniki makroekonomiczne – cena przesyłek pocztowych pozostaje bardzo wysoka. Wprowadzane przez operatora wyznaczonego podwyżki i czynnik inflacyjny sprawiają, że na tle Europy nasz kraj wypada bardzo przeciętnie. O ile dla prywatnych nadawców zmiany w cenach mogą nie być zauważalne, o tyle dla dużych podmiotów, jak samorządy, banki, firmy ubezpieczeniowe, to znaczące obciążenie. Od października ub.r. o 30 gr więcej trzeba zapłacić za wysyłkę listów nierejestrowanych i poleconych. Koszt paczki pocztowej wzrósł o 1–2 zł, zależnie od masy i formatu. W obliczu tych wyzwań przedsiębiorcy muszą być bardziej elastyczni w zarządzaniu swoimi przesyłkami.

W Poczcie Polskiej (PP) brakuje rąk do pracy. To m.in. efekt polityki zmniejszania zatrudnienia w spółce. Związkowcy wielokrotnie ostrzegali, że deficyt na tzw. stanowiskach eksploatacyjnych w regionach sieci to poważne zagrożenie dla jakości świadczonych usług. Kierowany przez Sławomira Redmera Związek Zawodowy Pracowników Poczty jeszcze na początku roku alarmował, że „zauważalny jest problem z zachowaniem ciągłości procesów, co skutkuje wzrostem godzin nadliczbowych, ograniczeniami w dostępie do usług oraz zaburzeniami termjnowości”.

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Biznes
Jest nowa szefowa PARP. "Agencja trafia w najlepsze ręce"
Biznes
USA chcą złagodzenia ograniczeń dotyczących marihuany
Biznes
Wielka Brytania wreszcie ma pierwszego „muzycznego miliardera"
Biznes
Lada dzień do Poczty Polskiej wpłynie wielki przelew. Uratuje molocha?
Biznes
Warto mieć zielone miasto