Rzecznik TUI na Belgię poinformował, że w sytuacji, kiedy kerozyna bardzo podrożała urlopowicze, którzy zdecydowali się na wakacje w Hiszpanii, będą musieli dopłacić do wcześniej wykupionego pakietu 70, albo 90 euro, zależnie od tego, czy wybrali kontynent, czy Wyspy Kanaryjskie. 90 euro dopłacą także wylatujący z TUI do Grecji. I im dalej, tym drożej, bo 300 euro zapłacą ci, którzy postanowili spędzić urlop na Karaibach.

Nie wszystkie biura podróży tak bezpardonowo przerzucają koszty na klientów, zwłaszcza na tych, którzy już zapłacili pełną cenę za wycieczkę. Touroperator Corendon, czy Sunweb, a w Polsce m.in. Itaka i Rainbow wychodzą z założenia, że skoro umowa została zawarta i zapłacona, to nic się w niej zmienić nie może, chyba, że klient zechce dopłacić np. za lepsze miejsce w samolocie.

Czytaj więcej

Traveldata: Ceny w biurach podróży stanęły

Natomiast w TUI jest tak, że jeśli dopłata paliwowa sięgnie ponad 8 proc. ceny całej wycieczki, to klient ma prawo wycofać pieniądze. Grupa TUI oferuje również opcję „Fuel Protection Program”, tyle że trzeba za nią dopłacić.

Zdaniem rzecznika TUI, ukłonem touroperatora wobec klientów jest także kolejna opcja: jeśli dla kogoś wycieczka, po dopłatach stanie się zbyt droga, to ma możliwość wymiany jej na taką, na którą będzie mógł sobie pozwolić.

W efekcie finał jest taki, że droższe paliwa windują ceny tegorocznych wakacji. Bo jeśli TUI zdecydował się na taki ruch, to szybko za nim pójdą inni.