Albrecht Funk, który przez ponad 20 lat był szefem biura i autorem przemówień byłego kanclerza, rezygnuje z pracy, ponieważ ma za złe swojemu szefowi, iż nie zdystansował się od prezydenta Rosji Władimira Putina. Na dodatek Schröder nie chce zrezygnować ze swoich intratnych stanowisk w rosyjskich koncernach energetycznych, mimo że wzywa go do tego również kierownictwo jego własnej partii, czyli SPD.
Po rezygnacji pracowników biuro Schrödera w Berlinie jest bez personelu. To, czy Schröder dostanie nowych pracowników zależy teraz od kanclerza Olafa Scholza. Jednak niemieckie media spekulują, że biuro byłego kanclerza może zostać zlikwidowane, ponieważ opinia publiczna nie chce finansowania z budżetu federalnego „lobbysty Putina”.
Tymczasem macierzysta partia byłego kanclerza jest oburzona jego postawą. - Nie robi się interesów z agresorem, z podżegaczem wojennym, takim jak Putin – powiedział współprzewodniczący SPD Lars Klingbeil i wezwał Gerharda Schrödera do zerwania relacji z rosyjskimi firmami oraz z Władimirem Putinem. Przypomniał mu też, że jako były kanclerz „nigdy nie działasz całkowicie prywatnie. Zwłaszcza nie w sytuacji takiej jak obecna. Dlatego koniec relacji biznesowych z Putinem powinien nastąpić już dawno”.
Gerhard Schröder jest uważany za przyjaciela Władimira Putina. Dostał nominację do rady nadzorczej Gazpromu, od lat jest w radzie nadzorczej Rosnieftu i pełni też funkcję kierowniczą w Nord Stream 2, który został objęty amerykańskimi sankcjami gospodarczymi.
Niemieckie media przypominają, że budżet państwa wydał w zeszłym roku 407 tys. euro na wynagrodzenie pracowników biura Schrödera w Bundestagu. Wszystkim byłym kanclerzom przysługuje biuro z personelem na koszt budżetu państwa.