Parlament Europejski podjął decyzję o wprowadzeniu od 2021 r. zakazu używania jednorazowych przedmiotów z tworzyw sztucznych takich jak sztućce, talerzyki, słomki, patyki do balonów, patyczki do uszu, torby, opakowania i pojemniki na fast foody. Wprawdzie to jeszcze nie przesądza, kiedy, na jakich zasadach i czy w ogóle takie sankcje zostaną wprowadzone, ale jest to kolejny ważny etap uchwalania nowych regulacji. Jeśli wejdą w życie, mogą spowodować duże straty, a może i bankructwa wśród firm, które zajmują się produkcją takich wyrobów.

Jednym z największych przedsiębiorstw w Polsce specjalizującym się w produkcji jednorazowych sztućców jest firma Zelan z Nakła nad Notecią, zatrudniająca 200 osób i osiągająca ok. 50 mln zł obrotów rocznie. – Jesteśmy w trakcje budowy nowej, większej hali produkcyjnej, do której mieliśmy się przenieść. Teraz powstaje pytanie, czy jest sens kontynuować tę inwestycję – mówi Antoni Zieliński, prezes firmy Zelan. Zauważa, że to nie producenci jednorazówek śmiecą, ale ich użytkownicy i dlatego powinno się raczej postawić na wspieranie wszelkich akcji związanych z segregacją odpadów i recyklingiem. Jego zdaniem dziś nie ma alternatywy dla jednorazowych sztućców z tworzyw, a zapotrzebowanie na nie jest duże. – Teoretycznie moglibyśmy produkować je z materiałów biodegradowalnych, ale dziś kosztują one trzy razy więcej niż dotychczas stosowane surowce. Wątpliwe, aby nasi odbiorcy zaakceptowaliby aż tak dużą podwyżkę cen – twierdzi Zieliński. Jego zdaniem przebranżowienie przy odpowiednim wsparciu byłoby możliwe, ale nigdy nie wiadomo, jaki przyniesie efekt.

Unijny zakaz uderzy też w śląską firmę Fameks z Goleszowa, specjalizującą się w produkcji sztućców i naczyń z tworzyw, która obecnie zatrudnia ok. 60 osób. – Postawiliśmy na specjalizację i zainwestowaliśmy dużo pieniędzy w zwiększenie mocy produkcyjnych. Jak na ironię na ten cel otrzymaliśmy dwie unijne dotacje i dodatkowo zaciągnęliśmy na siedem lat kredyt – mówi Jerzy Franek, właściciel Fameksu. Pyta, jak teraz firma ma spłacić zobowiązania, nie mówiąc już o rozwoju, jeśli za dwa lata zostanie wprowadzany zakaz na wszystkie produkowane przez nią wyroby.

Czytaj także: Koniec śmieci z plastiku? Polka wymyśliła jadalne opakowania 

Co więcej, na przebranżowienie potrzeba dodatkowych pieniędzy i czasu. Postuluje, aby postawić na edukację i recykling, a nie na sankcje wobec firm. – Moim zdaniem nic nie stoi na przeszkodzie, aby na jednorazowe sztućce i opakowania wprowadzić system kaucyjny, tak jak ma to miejsce w Niemczech w odniesieniu do butelek z PET – twierdzi Franek. Zauważa, że próbuje się karać europejskie firmy, podczas gdy zanieczyszczenia związane z plastikiem trafiającym do mórz i oceanów w 80–95 proc. pochodzą z Azji i Afryki.

– Unijny zakaz będzie miał negatywny wpływ przede wszystkim na działalność małych firm, które często posiadają jedną maszynę do produkcji jednorazowych przedmiotów z plastiku i tylko tym się zajmują. Produkcja sztućców czy opakowań nie jest specjalnie skomplikowana, zakaz może zatem spowodować, że w innej działalności mogą nie mieć szans zaistnieć chociażby ze względu na konkurencję i potrzebne do zainwestowania pieniądze – uważa Wacław Wasiak, dyrektor biura Polskiej Izby Opakowań. W jego ocenie nowe sankcje na całą branżę opakowań raczej wpływu nie będą miały, gdyż obejmą niewielki jej fragment. W tym duchu wypowiadają się też duzi krajowi przetwórcy tworzyw tacy jak Ergis czy Plast-Box oraz producenci polimerów na czele z PKN Orlen i Grupą Azoty.