O środowej decyzji nadinspektora Okręgowego Urzędu Górniczego w Katowicach poinformował w czwartek Wyższy Urząd Górniczy. Niezgodny z projektem system metanometrii odkryto 840 m pod ziemią, w kopalni Staszic, która przed połączeniem z Murckami była samodzielnym zakładem (kopalnia zespolona należy do Katowickiego Holdingu Węglowego).

Eksploatowany w tym rejonie pokład węgla zaliczony jest do czwartej, najwyższej kategorii zagrożenia metanowego. W takich miejscach systemy czujników, ostrzegające przed zwiększającym się stężeniem metanu, muszą być szczególnie dobrze zaplanowane i rozmieszczone. Podczas przeprowadzonej w kopalni tzw. kontroli doraźnej, czyli wcześniej niezaplanowanej, inspektor odkrył brak dwóch czujników metanometrii automatycznej. Powinny one znajdować się w rejonie skrzyżowania chodnika ze ścianą wydobywczą, w wylotowym prądzie powietrza ze ściany - tak przewidywał projekt techniczny.

W związku ze stwierdzonymi nieprawidłowościami nadzór górniczy zatrzymał prowadzenie wydobycia węgla w tej ścianie do czasu montażu brakujących czujników. Rzecznik Katowickiego Holdingu Węglowego Ryszard Fedorowski, potwierdził, że w trakcie kontroli nadzoru górniczego dwa z sześciu czujników metanu nie działały. Zaznaczył jednak, że nie było to spowodowane zaniedbaniami, awarią czy niefrasobliwością, ale zgodnym z planem przepinaniem czujników w inne miejsce.

– Czujniki były w trakcie przepinania. W naszej ocenie nie doszło do stworzenia zagrożenia dla górników. Przepisy są jednak przepisami. Nie polemizujemy z decyzjami nadzoru górniczego. Zalecenia zostały wykonane i wydobycie zostało wznowione - powiedział Fedorowski. W ostatnich latach, po katastrofach górniczych, anonimowi górnicy, a czasami także związkowcy, sugerowali, że czujnikami metanowymi w kopalniach można manipulować, ustawiając je tak, aby nie wykazywały przekroczonych stężeń. Miałoby to służyć temu, by czujniki nie odcinały automatycznie dopływu prądu do ściany, gdy stężenie metanu przekroczy 2 proc. Z danych okręgowych urzędów górniczych wynika, że w tym roku nawet kilkakrotnie częściej niż wcześniej inspektorzy nadzoru górniczego wstrzymują roboty lub prace urządzeń w kopalniach. Najczęściej dochodzi do tego podczas kontroli doraźnych i tzw. kontroli powtórnych, kiedy inspektorzy sprawdzają, czy kopalnia wykonała pokontrolne zalecenia dotyczące danego wyrobiska czy rejonu. W tym roku w kopalniach wyznaczono rejony szczególnego zagrożenia. To jedna z metod zapobiegania wypadkom.

Wyrobiska w tych strefach są systematycznie kontrolowane. Liczba rejonów zmienia się, bo jedne ściany wydobywcze kończą bieg, wraz z postępem robót zmienia się rodzaj zagrożeń; drążone są też nowe wyrobiska, które wymagają wzmożonego nadzoru. W pierwszych trzech miesiącach tego roku Okręgowy Urząd Górniczy w Gliwicach zatrzymał 239 robót wobec 136 w tym samym czasie zeszłego roku. W Katowicach zatrzymano 208 robót wobec 128 rok wcześniej, w Rybniku 108 wobec 44 w pierwszym kwartale 2009 r.

W tym roku znacznie więcej jest także zatrzymań ruchu maszyn i urządzeń ze względu na ich zły stan, wzbudzający zastrzeżenia inspektorów. W pierwszym kwartale gliwicki urząd wydał takich decyzji dwa razy więcej, a urzędy w Rybniku i Katowicach po cztery razy więcej niż rok wcześniej. Z analiz nadzoru górniczego wynika, że największe katastrofy górnicze z ostatnich lat miały dwie wspólne przyczyny: zły stan techniczny urządzeń elektrycznych eksploatowanych w polach metanowych oraz słabą profilaktykę zwalczania pyłu kopalnianego. Te dwa tematy prezes WUG wyznaczył jako priorytetowe w kontrolach doraźnych i powtórnych.