Gastronomia obok kin czy klubów fitness jest branżą najmocniej dotkniętą skutkami pandemii. Ostatni lockdown sektora trwał siedem miesięcy, podczas których restauracje mogły sprzedawać tylko na wynos lub z dostawą.

Czytaj także: Odmrażanie gospodarki. Kina czekają na decyzję rządu

Spowodowało to ogromne straty – rynek według różnych szacunków tylko w 2020 r. skurczył się o ok. 4 mld zł. Branża apeluje, by restauracje mogły obsługiwać w lokalach wcześniej niż 29 maja. Od soboty będą mogły przyjmować gości, ale tylko w ogródkach.

Ludzie chcą do lokali

Około połowa placówek sieci Sfinks ma ogródki, trwają przygotowania do otwarcia. – Nie spodziewamy się przyspieszenia, zwłaszcza że otwarcie ogródków i lokali dzielą dwa tygodnie, czyli nie tak dużo. Będziemy działać przy ograniczeniach i w reżimie sanitarnym, jak przed zamrożeniem – mówi Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska. – Oczywiście pierwszy miesiąc może być w niektórych restauracjach trudniejszy ze względu na potrzebę dodatkowych szkoleń dla personelu po długiej przerwie – dodaje.

W kontekście odrabiania strat sektora, ale i coraz wyższej inflacji restauratorzy przyznają, ze konieczne będą podwyżki cen. – Wiele firm balansuje na krawędzi, dostawcy dowożą towar tylko pod warunkiem płatności gotówką – przyznaje jeden z restauratorów. – Większość imprez komunijnych odwołano, ludzie boją się ryzykować z pogodą. Tracimy kolejny bardzo ważny sezon, 29 maja już będzie po wszystkim – przyznaje kolejna firma.

– Podwyżki cen produktów w gastronomii są nieuniknione, wystarczy popatrzeć na kurs euro, który o ponad 8 proc. poszedł w górę, tak samo ceny żywności. Zwłaszcza w miejscowościach turystycznych w sezonie letnim podwyżki są nieuniknione – mówi Jacek Czauderna, prezes Izby Gospodarczej Gastronomii.

– Gastronomia jest w fatalnej sytuacji, będzie odrabiać straty. Ale podwyżki dla klientów są nieuniknione nie tylko z tego powodu. Wzrosły ceny żywności i inne koszty – mówi Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Autopromocja
Panel dyskusyjny "Budujemy miasto"

Samorządy i deweloperzy są skazani na współpracę przy realizacji inwestycji

OGLĄDAJ RELACJĘ

Restauratorzy są jednak ostrożni w deklaracjach. – Będziemy podnosić ceny adekwatnie do wzrostu kosztu produktów. Spodziewamy się np. drogich truskawek. Nie będziemy jednak wykorzystywać okazji, że goście są wytęsknieni wyjazdów i będą skłonni zaakceptować wyższe ceny. Bardziej zależy nam, żeby w obecnej sytuacji gości z hotelem wiązać i skłonić do powrotów – mówi Adam Chrząstowski, dyrektor kulinarny Hotel Arłamów.

Apele o pomoc

Sylwester Cacek twierdzi, że na zmianę cen może wpływać wzrost kosztów, szczególnie cen surowców, oraz popyt na usługi gastronomiczne. – Na razie wracamy do działalności, nie zmieniając istotnie cenników, a bardziej dopasowując je do zmian cen artykułów spożywczych – dodaje.

Na pewno do podwyżek zniechęcałoby wsparcie państwa w kolejnych miesiącach. – Branża potrzebuje rzeczywistego wsparcia pocovidowego, czyli stale obniżonej i jednolitej stawki VAT na wszystkie usługi gastronomiczne do 5 proc. oraz obniżki stawek ZUS o 50 proc. dla wszystkich branż zamkniętych przez lockdown. Nie możemy usług gastronomicznych porównywać ze sprzedażą detaliczną, co sugeruje w swojej retoryce Ministerstwo Finansów – przekonuje Jacek Czauderna. Jego zdaniem obniżenie stawki VAT na usługi gastronomiczne to skuteczna pomoc w poprawie płynności finansowej gastronomii. Równocześnie powinny być stosowane surowe konsekwencje finansowe dla pracowników niepodających paragonów fiskalnych gościom – dodaje.

Innym pomysłem na pomoc branży jest podniesienie do 400 zł dofinansowania posiłków pracowniczych przez pracodawców, co byłoby zwolnione z podatku i składek na ubezpieczenie.

– Nasz apel został przez KPRM przekazany do ministerstw, czekamy na informację, co dalej. Ministerstwo Finansów z niezrozumiałych powodów widzi tylko dochody w podatkach, zamiast rozsądnymi narzędziami wspierać konsumpcję i całą gospodarkę, na czym ostatecznie zyskuje budżet – mówi Marek Kowalski. – Wsparcie dla gastronomii jest niezbędne, a narzędzia, jak nieopodatkowane środki na wydatki w gastronomii, działają z sukcesem w wielu krajach, czemu u nas miałoby być inaczej – dodaje.