Polskie kopalnie węgla kamiennego mogą mieć coraz większe problemy. Spadające ceny zagranicznego paliwa (obniża je kryzys, ale też duża podaż taniego surowca ze Stanów Zjednoczonych po tamtejszej rewolucji łupkowej) sprawiają, że krajowe paliwo, którego koszty wydobycia stale rosną, przestaje być konkurencyjne.

Efekt? Jak ustaliła „Rz", część spółek energetycznych już rozważa renegocjację kontraktów, rozłożenie odbioru czarnego złota w czasie, a nawet zerwanie kontraktów po to, by kupić tańsze paliwo za granicą.

– Dostawy, które były przewidziane w wygasającej w przyszłym roku umowie z jednym z naszych dostawców, rozłożyliśmy na trzy lata. Warunki rynkowe są nieubłagane – mówi w rozmowie z „Rz" szef jednej z firm produkujących energię elektryczną.

Resort gospodarki nadzorujący górnictwo dotychczas zdawał się bagatelizować problem branży. Jednak teraz wysłał zapytania ofertowe do kilku firm doradczych, które mają w trzy miesiące opracować plan ratunkowy dla branży. Dziś nikt nie ma odwagi, by powiedzieć to wprost, ale bez tego planu górnictwu grozi po prostu potężna zapaść, a wtedy zamykanie kopalń może być już nieuniknione.

Renegocjacje umów

– Negocjacje cenowe w ramach zawartych kontraktów trwają od paru miesięcy. Dotyczą obecnie głównie roku przyszłego – mówi „Rz" Wojciech Jaros, rzecznik Katowickiego Holdingu Węglowego.

– Przy czym rzeczywiście firmy z branży energetycznej podnoszą kwestię zmiany cen, powołując się na obniżenie ceny energii dla odbiorców oraz niższy koszt jej uzyskania z węgla brunatnego – dodaje Jaros.

Z kolei Jastrzębska Spółka Węglowa przypomina, że węgiel energetyczny nie jest jej podstawowym produktem (stanowi ok. 30 proc. sprzedaży). A rozmów z odbiorcami o renegocjacji warunków umownych nie było.

Tak czy inaczej JSW jako producent głównie węgla koksowego odczuwa spowolnienie, w którym znalazł się sektor. Analitycy prognozują jej w trzecim kwartale startę netto i uważają, że zagrożone jest utrzymanie dodatniego wyniku w całym roku.

Lubelska Bogdanka nie odniosła się do naszych pytań w tej sprawie.

Największa w branży Kompania Węglowa zapewnia, że renegocjacji umów nie ma.

– Kompania Węglowa nie prowadzi rozmów mających na celu renegocjację umów podpisanych z firmami energetycznymi. Na bieżąco analizujemy sytuację na rynku węgla energetycznego, dostosowując ofertę produkcyjno-handlową do potrzeb naszych klientów – mówi „Rz" Zbigniew Madej, rzecznik firmy.

Z naszych informacji wynika natomiast, że niektórzy klienci energetyczni, zarówno Kompanii, jak i Katowickiego Holdingu Węglowego ustalili ze spółkami wydobywczymi, że na przykład zakontraktowany na rok węgiel będzie odebrany nie w 12, ale w 36 miesięcy.

Jak ustaliliśmy, Kompania dostała propozycję sprzedaży 5 mln ton węgla na eksport, co pomogłoby pozbyć się jej niesprzedanych zwałów paliwa. – Jednak cena musi być odpowiednio niższa, by europejski klient zdecydował się na polski, a nie inny węgiel – mówi nam osoba znająca sprawę.

I w tym cały szkopuł. Ceny węgla w Europie w ciągu ostatniego roku spadły już o około 17 proc. Aktualnie notowania w portach ARA (Amsterdam–Rotterdam–Antwerpia) wynoszą poniżej 75 dol. za tonę. I nie można wykluczyć dalszej ich zniżki.

– Wystarczy jeszcze lekki spadek i będzie się opłacało zerwać umowy krajowe, zapłacić karę za niewywiązanie się z zakontraktowanego odbioru węgla, importować go z zewnątrz i wyjść na tym na plusie – mówi przedstawiciel jednej z firm energetycznych.

Na ile jest to realne? Można zakładać, że na zwiększone zakupy węgla z zewnątrz, tak jak to było dotychczas, zdecydują się przede wszystkim firmy z kapitałem zagranicznym. Trudno przypuszczać, by rząd pozwolił np. krajowym grupom energetycznym, by obniżały zakupy z borykających się z problemami śląskich – i cały czas państwowych – kopalni.

„W kraju nie ma realnego rynku"

Problem jednak narasta. Polska, największy w Unii Europejskiej i drugi na Starym Kontynencie producent węgla kamiennego, jest od 2008 r. importerem netto tego paliwa (czyli kupujemy za granicą więcej, niż sprzedajemy). Wwóz węgla do Polski waha się na poziomie 10–15 mln ton w skali roku, przy krajowej produkcji na poziomie ok. 76 mln ton.

Choć – jak wynika z danych resortu gospodarki – w styczniu i lutym import spadł o ponad 400 tys. ton r./r., to w marcu i kwietniu już wzrósł o 400 tys. ton. A zdaniem analityków w tym roku znów może być on wyższy niż w roku 2012.

– Obecne problemy w branży górniczej są wynikiem m.in. braku realnego rynku węgla kamiennego w Polsce. Jego stworzenie umożliwiłoby kształtowanie cen krajowych w odniesieniu do europejskich i światowych realiów. Obecnie stawki te są ustalane w dość arbitralny sposób – ocenia Marian Kilen, menedżer z Fortum Power and Heat Polska.

Drugą składową jest sytuacja w sektorze energetycznym. W czerwcu krajowa produkcja spadła o 2,34 proc., licząc rok do roku. W całym pierwszym półroczu 2013 r. zużycie prądu zmalało o 1 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem, a jej produkcja o 0,4 proc.

Choć elektrownie wykorzystujące węgiel kamienny wytwarzały w ujęciu półrocznym dość stabilne wolumeny, to niektóre bloki wytwórcze pracują ze stratą. Szefowie firm energetycznych nie ukrywają, że niektóre jednostki chętnie by zamknęli, gdyby nie miało to zgubnego wpływu na stabilność dostaw energii w kraju.

– Groźniejszy od importu węgla może się okazać import energii elektrycznej. Jej mocno dotowana u naszych sąsiadów cena jest niższa od kosztu wytworzenia energii w Polsce, nawet w porównaniu z energią ze źródła najtańszego, jakim jest węgiel brunatny – wskazuje Wojciech Jaros.

– Węgiel kamienny znajduje się na drugim miejscu wśród najtańszych surowców energetycznych. Energetyce zawodowej bardziej obecnie opłaca się kupować energię za granicą i odsprzedawać ją na rynku krajowym – dodaje rzecznik Katowickiego Holdingu Węglowego.