Najwyższa Izba Kontroli w najnowszym raporcie stwierdziła, że Polska wciąż nie może uruchomić gazoportu w Świnoujściu i odbierać dostaw skroplonego gazu oraz przesyłać go po regazyfikacji do odbiorców, bo spółki Gaz-System oraz Polskie LNG nieprawidłowo realizowały część swoich zadań.

Pierwsza z tych firm nie chce szczegółowo komentować oskarżeń kierowanych pod jej adresem. Małgorzata Polkowska, rzecznik Gaz-Systemu, zawraca jednak uwagę, że sam NIK na jednej ze stron swojego raportu napisał, iż „spółka jako koordynator inwestycji nie posiadała wystarczających instrumentów egzekwowania pożądanego zachowania przez pozostałych uczestników procesu inwestycyjnego". Jej zdaniem bezprzedmiotowe są oskarżenia dotyczące opóźnień przy budowie gazociągu Świnoujście – Szczecin (ma być nim przesyłany gaz z terminalu w głąb kraju), bo ten od czerwca 2014 r. ma już pozwolenie na użytkowanie. Zwraca wreszcie uwagę, że dziś nie ma zagrożenia utraty unijnego dofinansowania na ten gazociąg.

Z kolei Polskie LNG, które pozyskało wsparcie na terminal podjęło działania, które mają to ryzyko ograniczyć. Maciej Mazur, dyrektor biura komunikacji korporacyjnej firmy tłumaczy, że budowa gazoportu w formule generalnego wykonawstwa, które powierzano włoskiemu Saipem, przenosi właśnie na ten koncern pełną odpowiedzialność za kontrakt. To powoduje, że państwowa spółka ma ograniczone możliwości wpływu na jego przebieg.

- Zaawansowanie ogólne projektu, zgodnie z raportami wykonawcy, wyniosło w styczniu br. 95,7 proc. Dostawy i montaż wszystkich urządzeń na terenie terminalu zostały zrealizowane w 100 proc. – informuje Mazur. Dodaje, że na obecnym etapie budowy, prace koncentrują się głównie na dokończeniu prób ciśnieniowych rurociągów technologicznych, na podłączeniach i testowaniu okablowania branży elektrycznej i automatycznej oraz na próbnych testach poszczególnych zespołów urządzeń, czyli tzw. czynnościach przedrozruchowych.

Głos w sprawie raportu NIK zajęło także PBG, członek konsorcjum budującego terminal. Spółka podaje, że przyczyny opóźnienia należy szukać w konflikcie między konsorcjum budującym terminal a Transportowym Dozorem Technicznym.

- Zgodnie z ustaleniami NIK konflikt interesów pomiędzy jednostkami inspekcyjną i notyfikowaną TDT prowadził do przedłużania standardowych procedur, często skutkował bezprzedmiotowymi kontrolami i wstrzymywaniem działań, które powinny być wykonywane wg dyrektyw Unii Europejskiej, co musiało prowadzić do nieplanowanych przestojów – napisał spółka w komunikacie prasowym. Jerzy Wiśniewski, prezes PBG informuje, że o możliwych zagrożeniach firma przestrzegała już we wrześniu 2013, w osobnym piśmie do Ministerstwa Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej. - Dziś pozostaje mi się cieszyć, że problem został ostatecznie należycie opisany i nagłośniony – mówi Wiśniewski.

PBG zwraca uwagę, że opinia jakoby na opóźnienia w realizacji terminalu LNG jakikolwiek wpływ mógł mieć wniosek o upadłość układową PBG, nie ma pokrycia w faktach. Jego przedstawiciele zapewniają też, że polska spółka dokładała i dokłada wszelkich starań, żeby zapewnić ukończenie projektu w jak najszybszym terminie.