Ekonomia współdzielenia to w ostatnim czasie gorący temat. Aplikacje, takie jak Uber, BlaBlaCar czy Airbnb zyskały już tak wielu zwolenników, jak i przeciwników, którzy czują się przez nie poszkodowani i domagają się sprawiedliwości. Niewątpliwie jednak wywołały już nieodwracalne zmiany w świadomości społecznej i w gospodarce. Czy należy je zwalczać? Szukamy odpowiedzi razem z prof. Bolesław Rok.

- Zawsze, kiedy podejmujemy decyzję o jakieś zmianie, jest ona niebezpieczna dla tych, którzy na niej tracą – mówi.

Zasadniczym pytaniem jest jednak, co leży w interesie społeczeństwa jako ogółu. - Myślę, że z punktu widzenia klientów zmiana ta jest potrzebna. Taksówkarze, nie tylko w Warszawie, wciąż mają dość negatywną opinię i czasem można natrafić na nieuczciwych – twierdzi profesor. Aplikacja dostępna na smartfonach nie tylko usprawnia cały proces, dzięki czemu czas oczekiwania jest krótszy, ale również daje dostęp do informacji o kierowcy, co zwiększa jego wiarygodność.

Zmiany te muszą być jednak regulowane przez państwo. – Postęp ten trzeba cywilizować i to jest kwestia państwa, w jaki sposób będzie wprowadzać zasady na takim rynku - podkreśla prof. Bolesław Rok. Jak zauważa, Komisja Europejska już zaczęła wdrażać szeroki pakiet rozwiązań legislacyjnych, które mają regulować ekonomię współpracy.

W jaki sposób taksówkarze mogą bronić się przed utratą pozycji na rynku i rosnącą popularnością tego typu aplikacji? Odpowiedź jest prosta: ich własną bronią. – Już widzimy, że korporacje taksówkarskie również wprowadzają rozwiązania smartfonowe. I wtedy znacznie łatwiej jest im konkurować na rynku. Na tym polega postęp – wskazuje profesor.

Ekonomia współpracy znajduje sobie szczególnie wielu zwolenników wśród młodego pokolenia tzw. millenialsów. To przede wszystkim wygoda, a jednocześnie łatwy sposób na zarobek, ponieważ dzięki niej każdy użytkownik może również być dostawcą tych usług. - Związki zawodowe będą protestować, ale młodemu pokoleniu elastyczność czasu pracy coraz bardziej się podoba – podkreśla.